Zobaczywszy Durę, Logue odwrócił się. Szeroko otworzył oczy i nerwowo poruszał mięśniami policzków.

— Nie śpieszyłaś się zbytnio — burknął. — Gdzie byłaś? Nie możesz zrozumieć, że tu jesteś potrzebna?

Słowa ojca wyrwały ją z odrętwienia i wbrew sobie samej, mimo niebezpieczeństwa poczuła, że wzbiera w niej gniew i uraza.

— Gdzie? Poleciałam do Rdzenia nocnym myśliwcem Xeelee. A gdzie według ciebie mogłabym być?

Logue odwrócił się od niej z udawanym obrzydzeniem.

— Nie powinnaś bluźnić — mruknął. Miała ochotę wybuchnąć śmiechem. Zniecierpliwiona postawą obojga, ciągłymi sprzeczkami, potrząsnęła głową.

— Och, do Pierścienia z tym wszystkim. Lepiej powiedz, co mam robić.

Teraz zbliżył się do niej stary Adda. Rozszerzone pory między resztkami włosów błyszczały od potu powietrznego.

— Nie wiem, czy jesteś w stanie coś zrobić — rzucił kwaśno. — Spójrz na nich. Co za bałagan.

— Chyba nie zdążymy, prawda? — zagadnęła go Dura. Wyciągnęła rękę, wskazując Północ. — Spójrz na ten rozchodzący się krąg. Nie uda nam się uciec.

— Może się uda, a może nie. — Stary człowiek przeniósł obojętny wzrok na Biegun Południowy, którego łagodny blask rozświetlał mu siatkówki oczodołów. Wokół oczu mężczyzny wirowały cząstki odpadów; do oczodołów nieustannie napływały, a potem wypływały z nich malutkie symbiotyczne organizmy czyszczące.

— Mur, ty cholerny głupcze! — ryknął Logue znienacka. — Skoro ten węzełek nie daje się rozplatać, rozetnij go. Rozerwij. Przegryź, jeśli będzie trzeba. Tylko nie zostawiaj w takim stanie, bo kiedy zaatakuje nas burza, połowa tej Sieci urwie się i z łopotem wpadnie do Morza Kwantowego…

— To najgorsza burza, jaką zdarzyło mi się widzieć — wymamrotał Adda, pociągając nosem. — Jeszcze nigdy nie czułem tak kwaśnego zapachu fotonów. Zalatują jak wystraszone prosiątko… Oczywiście pamiętam jedną burzę wirową z dzieciństwa… — dodał po chwili.



8 из 401