
– Ciałem, ale nie umysłem.
– On jeszcze oddycha, panie Sallinger.
– Taa, dzięki maszynie pompującej mu tlen do nosa.
– Liczy się obecność, panie Sallinger. Sędzia Rosenberg jest ostatnim wielkim prawnikiem w tym kraju i dzięki Bogu nie wyzionął jeszcze ducha.
– Lepiej niech pan zadzwoni do Sądu i upewni się – powiedział Sallinger, ściszając głos. Zagalopował się. Naprawdę się zagalopował. Opuścił głowę i przygarbił się, a Callahan spiorunował go wzrokiem.
ROZDZIAŁ 3
W słomkowym kapeluszu, czystym kombinezonie, starannie wyprasowanej koszuli khaki i długich kowbojskich butach mógłby uchodzić za ucieleśnienie starego farmera. Żuł tytoń i spluwał do czarnej wody falującej pod nabrzeżem. Żuł jak prawdziwy farmer. Półciężarówka, o tablicach rejestracyjnych z Karoliny Północnej, choć całkiem nowej marki, była już nieźle nadwerężona i pokryta warstwą kurzu. Stała w odległości stu jardów, zaparkowana na drugim końcu nabrzeża.
Zbliżała się północ w poniedziałek, pierwszy poniedziałek października. Przez następne trzydzieści minut miał czekać w chłodnych ciemnościach pustego nabrzeża, oparty o barierkę, żując w zamyśleniu tytoń. Wpatrywał się uporczywie w morze. Zgodnie z ustaleniami był sam. Właśnie tak to zaplanowano. O tej porze na nabrzeżu zawsze było pusto. Na drodze biegnącej wzdłuż plaży mrugały światła pojedynczych aut, ale żadne się nie zatrzymało.
Wpatrywał się w oddalone od brzegu niebieskie i czerwone światła kanału portowego. Nie poruszając głową spojrzał na zegarek. Na niebie wisiały nisko ciężkie chmury. Nie zobaczy niczego, dopóki łódź nie dobije do nabrzeża. Tak to zaplanowano.
Półciężarówka nie pochodziła z Karoliny Północnej, podobnie jak i farmer. Tablice rejestracyjne zdjęto z wraka stojącego na złomowisku niedaleko Durham. Półciężarówkę skradziono w Baton Rouge, ale to nie on dokonał kradzieży. Był zawodowcem i nie parał się drobnymi przestępstwami.
