
Kilka dni później w gabinecie Hallama znowu pojawił się zakłopotany technik.
Hallam zignorował wyraz zafrasowania na twarzy gościa (nigdy zresztą nie był obdarzony zbytnią wrażliwością) i powiedział: — Czy określił pan… — Wtedy to właśnie rzucił zakłopotane spojrzenie w kierunku Denisona, siedzącego przy biurku w laboratorium naprzeciw i… zamknął drzwi. — Czy określił pan atomowy ładunek właściwy?
— Tak, ale on się nie zgadza.
— W porządku. W takim razie powtórzcie doświadczenie.
— Już je powtarzałem, chyba z dziesięć razy. Wyniki wciąż są te same.
— Jeśli dokonaliście pomiarów, to nie ma sprawy. Nie można przeczyć faktom.
Trący podrapał się za uchem i powiedział: — Nie mam wyboru, panie doktorze. Jeśli miałbym te wyniki potraktować poważnie, to dał mi pan pluton 186.
— Pluton 186? Pluton 186?
— Ładunek +94, a masa 186.
— Ale to niemożliwe. Nie ma takiego izotopu. Nie może być.
— Właśnie to panu mówię. Takie są wyniki pomiarów.
— Ale przecież w jądrze brakuje co najmniej pięćdziesięciu neutronów. Istnienie plutonu 186 jest niemożliwe. Nie da się wpakować dziewięćdziesięciu czterech protonów w jedno jądro tylko przy dziewięćdziesięciu neutronach. Nie przetrwałoby ono nawet jednej bilionowej części bilionowej części sekundy.
— Cały czas to panu mówię, panie doktorze — przytaknął cierpliwie Trący.
W tym momencie Hallam przerwał. Musiał się zastanowić. Zniknął wolfram — myślał — a jeden z jego izotopów, wolfram 186, jest trwały. Jądro wolframu 186 ma 74 protony i 112 neutronów. Czy coś mogło zamienić dwadzieścia neutronów w dwadzieścia protonów? Z całą pewnością było to niemożliwe.
— Czy wystąpiły ślady promieniotwórczości? — zapytał szybko, szukając po omacku jakiejś drogi wyjścia z tego labiryntu.
