— Pomyślałem o tym — powiedział technik. — Jest to izotop trwały. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

— W takim razie — to nie może być pluton 186.

— Cały czas to mówię, doktorze.

W końcu Hallam powiedział bezradnie: — Dajcie mi tę próbkę.

Ale kiedy został sam, usiadł i spojrzał na butelkę tępym wzrokiem. Najtrwalszym izotopem plutonu był pluton 240, w którym trzeba było 146 neutronów, by utrzymać 94 protony w stanie względnej trwałości.

Co miał teraz zrobić? Zadanie go przerastało i już żałował, że w ogóle podjął się je rozwiązać. Bądź co bądź ma tyle poważnych zajęć, a to… to tajemnicze coś nie ma z nim nic wspólnego. Trący popełnił na pewno jakiś głupi błąd albo wysiadł spektograf… Cóż, po co się tym przejmować? Nie moja sprawa!

Nie mógł już jednak tego zostawić. Prędzej czy później Denison wstąpiłby do niego i z tym swoim drwiącym uśmieszkiem na twarzy zapytałby o wolfram. I co wtedy? Czy mógłby mu odpowiedzieć: „To nie wolfram, przecież ci mówiłem”.

Denison drążyłby dalej. — Aha, w takim razie co to jest? — Hallam wiedział, że nic na świecie nie skłoniłoby go do narażenia się na politowanie, którym z pewnością potraktowałby go Denison, gdyby tylko odważył się stwierdzić, że to pluton 186. Musiał dowiedzieć się, co to jest. Sam. Bez niczyjej pomocy. Oczywiście — nikomu nie mógł ufać.

Tak więc dwa tygodnie później wszedł do laboratorium Tracy’ego w stanie, który można by określić w przybliżeniu: kotłująca się furia.

— Mówiliście, że ten materiał nie jest radioaktywny.

— Jaki materiał? — zapytał odruchowo Trący, zanim cokolwiek sobie przypomniał.

— To, co nazwaliście plutonem 186 — powiedział Hallam.

— No, tak. Był przecież trwały.

— Chyba równie trwały jak pańska głupota. Jeśli nazywacie go niepromieniotwórczym, to powinniście byli zostać hydraulikiem.

Trący zmarszczył brwi. — No dobrze, doktorze. Niech pan da go tutaj. Sprawdzimy. — Po chwili dodał: — Nie rozumiem! On jest radioaktywny. W niewielkim stopniu, ale jednak. Doprawdy nie wiem, jak mogłem to przeoczyć.



7 из 272