– Mnie też się tak zdaje – przyznałem. – Może należało przycisnąć Nomara? Był wyraźnie zdenerwowany. Czegoś się boi.

– W Southeast każdy się czegoś boi – odrzekł Sampson. – Pytanie tylko, kto będzie chciał z nami gadać?

– Może tamten parszywy kundel? – Wskazałem wylot następnej przecznicy. – Wie o wszystkim, co się tu dzieje.

– Zauważył nas – powiedział Sampson. – Jasna cholera, ucieka!

Rozdział 6

Skręciłem ostro w lewo i zahamowałem z poślizgiem. Mój porsche z głuchym łomotem wpadł na chodnik. Wyskoczyliśmy obaj i puściliśmy się pędem za Cedrikiem Montgomerym.

– Stać! Policja! – krzyknąłem.

Biegliśmy wąskim, krętym zaułkiem. Montgomery działał jako mięśniak do wynajęcia bez szczególnych sukcesów, był jednak rzeczywiście twardzielem. Stanowił niezłe źródło informacji, lecz nie był kapusiem, po prostu wiedział o różnych rzeczach. Miał niewiele ponad dwadzieścia lat, a my obaj – Sampson i ja – niedawno przekroczyliśmy czterdziestkę. Ale ćwiczyliśmy bieganie systematycznie i byliśmy wystarczająco szybcy – tak się nam przynajmniej wydawało.

Montgomery odsadził się jednak od nas całkiem nieźle i jego sylwetka ledwie majaczyła w oddali.

Sampson dotrzymywał mi kroku.

– To tylko sprinter, stary… – wysapał. – My jesteśmy długodystansowcy.

– Policja! – wrzasnąłem znowu. – Dlaczego uciekasz, Montgomery?

Pot okrył mi kark i plecy. Kapał z włosów. Piekły mnie oczy. Ale biegłem dalej.

– Dorwiemy go – rzuciłem i przyspieszyłem. To było wyzwanie dla Sampsona. Bawiliśmy się tak od lat. Damy radę. Kto, jak nie my?



11 из 184