
– Musimy porozmawiać, Alex – odezwała się w końcu i spojrzała mi prosto w oczy. Jej mina nie wróżyła nic dobrego. – Miałam nadzieję, że nie przejmę się twoim nowym śledztwem, Alex. Ale przejmuję się. Doprowadza mnie do szaleństwa. Boję się o ciebie, o dziecko i o siebie. Nie potrafię inaczej po tym, co się stało na Bermudach. Od powrotu do Waszyngtonu źle sypiam.
Słuchałem jej słów i pękało mi serce. Czułem się strasznie z powodu tego, co ją spotkało. Ale tak bardzo się zmieniła. Wyglądało na to, że nie jestem w stanie pomóc jej w jakikolwiek sposób. Starałem się od miesięcy i nic z tego nie wychodziło. Bałem się, że stracę nie tylko ją, ale również małego Aleksa.
– Pamiętam niektóre z moich ostatnich snów. Są tak pełne brutalności, Alex. I takie realistyczne. Pewnej nocy znów ścigałeś Łasicę i on cię zabił. Stał spokojnie i strzelał do ciebie wielokrotnie. Potem przyszedł zamordować dziecko i mnie. Obudziłam się z krzykiem.
Zdecydowałem się wziąć ją za rękę.
– Geoffrey Shafer nie żyje, Christine.
– Nie wiesz tego na pewno! – rozzłościła się i wyrwała dłoń.
Szliśmy w milczeniu brzegiem rzeki Anacostia. Potem powiedziała mi o swoich innych snach. Wyczułem, że nie chce, żebym je interpretował. Miałem tylko słuchać. Śniły jej się cierpienia i morderstwa znajomych i kochanych osób.
Zatrzymała się na rogu Piątej ulicy niedaleko mojego domu.
– Muszę ci jeszcze coś powiedzieć, Alex. W Mitchellville chodzę do psychiatry, do doktora Belaira. Pomaga mi.
Patrzyła mi w oczy.
– Nie chcę cię więcej widzieć, Alex. Myślę o tym od tygodni. Rozmawiałam z doktorem Belairem. Nie zmienię tej decyzji i będę wdzięczna, jeśli zostawisz mnie w spokoju.
Wzięła ode mnie neseser i odeszła. Nie dała mi dojść do słowa, ale i tak nie wiedziałbym, co powiedzieć. W jej oczach wyczytałem smutną prawdę – nie kochała mnie już. Niestety, ja ją nadal kochałem. I kochałem oczywiście naszego małego synka.
