
Rozdział 9
Nie miałem wyboru, więc na kilka dni pogrążyłem się bez reszty w śledztwie dotyczącym napadu na bank i wielokrotnego morderstwa. Gazety i telewizja wciąż pełne były sensacyjnych opowieści o niewinnych ofiarach: ojcu, dziecku i niani. Zdjęcie trzyletniego Tommy’ego Buccieri widziało się wszędzie. Czy zabójca chciał może wzbudzić w nas oburzenie? – zastanawiałem się.
Sampson i ja poświęciliśmy większość następnego dnia na poszukiwania Errola i Brianne Parker. Współpracowaliśmy z FBI. Wyglądało na to, że Parkerowie prawdopodobnie co najmniej od roku obrabiali małe banki w Marylandzie i Wirginii. Ale napad w Silver Spring różnił się od poprzednich. Jeśli to była ich robota, to zupełnie zmienili styl. Stali się brutalnymi, bezlitosnymi mordercami. Tylko dlaczego?
Około pierwszej zatrzymaliśmy się z Sampsonem przy Boston Market na lunch. Mogliśmy wybrać lepsze miejsce, ale to było po drodze, a olbrzym twierdził, że umiera z głodu. Ja potrafiłbym funkcjonować dalej bez jedzenia.
– Myślisz, że Parkerowie się wynieśli i szykują następny skok? – zapytał Sampson, kiedy zabraliśmy się za paszteciki z mięsem, kukurydzę i puree z ziemniaków.
– Jeśli to oni napadli na bank w Marylandzie, to pewnie się przyczaili. Wiedzą, że zrobiło się gorąco. Errol wyskakuje czasem na ryby do Karoliny Południowej. Kyle wysłał tam już federalnych.
– Widujesz się z Errolem? – zainteresował się Sampson.
– Tylko na spotkaniach rodzinnych, ale on rzadko na nich bywa. Kiedyś pojechałem z nim na ryby. Cieszył się jak dziecko z każdego złowionego okonia czy zębacza. Maria zawsze go lubiła.
– Często o niej myślisz?
Wcisnąłem się głębiej w siedzenie. Nie miałem teraz raczej ochoty na zwierzenia.
