
Rogówki oczu Brianne wyglądały jak przy katarakcie. Miała szeroko otwarte usta i obwisłą szczękę. Errol tak samo. Pomyślałem o rodzinie zamordowanej w Silver Spring. Z jaką kategorią zabójców mamy do czynienia? Dlaczego zabili Parkerów?
Brakowało górnej części ubrania Brianne. Nigdzie w pokoju jej nie zauważyłem. Dżinsy ściągnięto do połowy – widać było czerwone majtki i uda.
Zastanawiałem się, co to znaczy. Zabójca zabrał część jej rzeczy? Po mordercy zjawił się tu ktoś inny? Dobrał się do martwej Brianne? A może zrobił to morderca?
Sampson miał niepewną minę. Sprawiał wrażenie zaintrygowanego.
– To nie wygląda na przedawkowanie – stwierdził. – Za gwałtowna śmierć. Musieli cierpieć.
– Chyba ich otruli, John – odrzekłem cicho. – Może ktoś chciał, żeby cierpieli.
Zadzwoniłem do Kyle’a Craiga i powiedziałem mu o Parkerach. Rozwiązaliśmy część sprawy napadu na bank w Silver Spring. Ale przynajmniej jeden zabójca nadal był na wolności.
Rozdział 12
Pospieszna autopsja potwierdziła moje podejrzenia: Parkerów otruto. Potężna dawka anektyny spowodowała gwałtowny skurcz mięśni i zatrzymanie serca. Truciznę zmieszano z chianti. Brianne została zgwałcona po śmierci. Co za szambo.
Spędziliśmy z Sampsonem kilka następnych godzin na rozmowach z włóczęgami, bezdomnymi i ćpunami mieszkającymi w opuszczonym osiedlu. Nikt nie przyznał się do znajomości z Parkerami. Nikt nie widział żadnych obcych w budynku, gdzie ukrywała się zamordowana para.
W końcu pojechałem do domu, żeby się trochę przespać. Ale nie mogłem zasnąć. Ciągle myślałem o Christine i małym Aleksie. Wstałem i zszedłem na dół. Była czwarta rano.
Na drzwiach lodówki zobaczyłem nową notatkę babci: „Nigdy nie pragnęła być białą, by zaistnieć; marzyła tylko o tym, żeby być ciemniejszą”. Wyjąłem z lodówki piwo korzenne Stewart i wyszedłem z kuchni. W głowie tłukły mi się słowa z kartki babci.
