Włączyłem i wyłączyłem telewizor. Siadłem do pianina i zagrałem najpierw Crazy For You, potem trochę Debussy’ego. Później Moonglow. Ten kawałek przypomniał mi najlepsze czasy z Christine. Zastanawiałem się, jak moglibyśmy wszystko naprawić. Od jej powrotu do Waszyngtonu starałem się, jak umiałem. Odpychała mnie. Łzy napłynęły mi do oczu, otarłem je. Odeszła. Muszę zacząć od nowa. Tylko nie byłem pewien, czy potrafię.

Zaskrzypiała podłoga. W progu stała babcia z dwiema parującymi filiżankami na tacy.

– Usłyszałam Clair de Lune. Zagrałeś to bardzo ładnie.

Podała mi kawę, usiadła w wiklinowym fotelu bujanym obok pianina i zaczęła powoli sączyć swoją.

– Rozpuszczalna? – zapytałem dla żartu.

– Jak znajdziesz w mojej kuchni kawę rozpuszczalną, dam ci ten dom.

– Jest mój – przypomniałem jej.

– To ty tak uważasz, chłopcze. Koncert o wschodzie słońca? Z jakiej okazji?

– Przed wschodem słońca – poprawiłem ją. – Nie mogę spać. Mam koszmary. Kiepska noc i kiepski poranek, jak na razie. Ale dobra kawa.

– Mhm… – mruknęła. – Co dalej?

– Pamiętasz Errola, przyrodniego brata Marii? Dziś w nocy w osiedlu przy Piątej Alei znaleźliśmy z Sampsonem jego zwłoki.

Babcia wydała z siebie dźwięk podobny do cmoknięcia i pokręciła głową.

– To smutne. Co za wstyd, Alex. Taka dobra rodzina, tacy mili ludzie.

– Muszę ich dzisiaj zawiadomić. Może dlatego nie mogę spać. Denerwuję się.

– Co jeszcze? Zwierz się swojej babci, Alex.

Dobrze mnie znała, a jej obecność uspokajała mnie.

– Chodzi o Christine – wyznałem w końcu. – Między nami chyba wszystko skończone. Powiedziała, że nie chce mnie więcej widzieć. Nie wiem, co będzie z małym Aleksem. Robiłem wszystko, co mogłem, przysięgam.

Babcia odstawiła filiżankę i objęła mnie chudym ramieniem. Wciąż była bardzo silna. Przytuliła mnie mocno.

– Skoro robiłeś, co mogłeś, to więcej nie mogłeś zrobić.



20 из 184