
1. Tym razem nie spartaczyliście tak bardzo jak poprzednio.
2. Ale jednak spartaczyliście.
3. Następnym razem postarajcie się nie spartaczyć. Problem tylko w tym, że załoga miała święte prawo odpowiedzieć: najpierw pan, milordzie.
Martinez też uczył się swej roli i przekonał się, że wyniki ma nierówne. Gdy przechodził szkolenie, nic nie wskazywało na to, że wojna polega na desperackiej improwizacji.
W słuchawkach rozległ się głos młodszego porucznika Vonderhydte’a.
— Milordzie, kapitan Kamarullah w sieci międzystatkowej. To chyba początek raportu.
Martinez nic więcej nie potrzebował. Kamarullah był starszym kapitanem Czternastej Lekkiej Eskadry i w zasadzie to on powinien dowodzić, ale kiedyś obwiniono go o sfuszerowanie manewru, a obwiniającym był młodszy dowódca eskadry Do-faq, który teraz dowodził tak zwanymi Siłami Faqa — dwiema eskadrami, zarówno lekką, jak i ciężką, zmierzającymi obecnie do Hone-bar. W akcie autokratycznej wrogości Do-faq usunął Kamarullaha ze stanowiska dowódcy lekkiej eskadry, zastępując go najmłodszym dostępnym kapitanem. Czyli Martinezem.
To prawda, że Martinez przyjął tę nominację z wdzięcznością; prawdą było również, że istniało słuszne uzasadnienie tego despotycznego aktu, gdyż Martinez był jedynym dostępnym kapitanem z doświadczeniem bojowym. Polegało ono na kradzieży „Korony” i błyskawicznej ucieczce przed przeważającymi siłami wroga przy Magarii, ale w tych kompetencjach nie było dowodzenia eskadrą i manewrowania — umiejętności, których teraz bardzo potrzebował i które rozpaczliwie usiłował zdobyć.
Na szczęście, szansa spotkania wroga podczas tej misji była niewielka. Oddziały Do-faqa jeszcze przed katastrofą przy Magarii dostały rozkaz przemieszczenia się z Zanshaa do Hone-bar i gdy nadeszła wiadomość o klęsce, zaleciały już zbyt daleko, żeby je odwołać. Gdy eskadra Martineza dotrze do celu, zawróci wokół słońca Hone-bar i skieruje się prosto do stolicy, by wesprzeć jej obronę.
