I wtedy zapewne „Korona” będzie potrzebowała umiejętności bojowych.

To nie zmieniało smutnego faktu, że teraz Kamarullah był na linii, gotów wychwalać perfekcję swego statku podczas ćwiczeń.

— Powiedz mu, żeby poczekał — powiedział Martinez. Nie rozpoczął rozmowy z Kamarullahem, tylko przywołał starszą porucznik Dalkeith, która podczas manewrów przebywała w sterowni pomocniczej. Gdy Martinez z załogą manewrowali wirtualną eskadrą, Dalkeith dowodziła rzeczywistą fregatą — „Koroną” — utrzymując stałe przyśpieszenie 2,3 g w kierunku wormholu, prowadzącego do Hone-bar.

Sepleniący głos zastępcy dowódcy dźwięczał w uchu Martineza.

— Tu Dalkeith.

Przy pierwszym spotkaniu ze swą zastępczynią Martineza zaskoczył jej dziecinnie wysoki głosik, nie pasujący do siwej kobiety w średnim wieku. Lady Elissa Dalkeith należała do grupy oficerów, którzy weszli na „Koronę” ponad miesiąc temu na Zanshaa, i dość długo służyła we flocie, nie awansując. Świadczyło to albo o braku kompetencji, albo o braku protekcji. Martinez nie nazwałby ją niekompetentną, raczej pozbawioną inwencji. Wykonywała zadania dobrze, lecz bez entuzjazmu, nie podsuwała nowych, ciekawych pomysłów, nie wymyślała skuteczniejszych rozwiązań. Wolałby mieć osobę młodszą, bardziej energiczną, która mogłaby go wyręczyć w pracy, ale młodość i energię najwyraźniej zabito w Dalkeith przez lata zaniedbań ze strony floty, więc zadania Martineza pozostawały przytłaczające.

— Milady, manewr został zakończony — oznajmił Martinez. — Znów przejmuję dowodzenie statkiem.

— Tak jest, lordzie kaporze. Jestem gotowa do przekazania dowództwa.

— Gotowość. — Martinez przełączył swój kanał tak, by przekazać polecenia załodze w sterowni. — Przejmujemy sterowanie statkiem… teraz. — Ręką w rękawiczce wstukiwał komendy w displej i ekrany na konsolach w sterowni zaczęły pokazywać rzeczywistą sytuację „Korony”.



11 из 402