
Sula pośpiesznie popiła wodą kawałek płaskiego chleba, by móc omówić temat nieco szerzej.
— Przedostaniu się do kogo? Do wroga? Wróg doskonale wie, że zmasakrował czterdzieści osiem naszych statków! Wie, że pozostało nam tylko sześć we Flocie Macierzystej i na pewno wie, że „Delhi” to wrak.
Morgan ściszył głos, jakby chciał zachęcić Sulę do zachowania tajemnicy przed żołnierzami, którzy i tak przecież znali wszystkie fakty.
— Musimy zapobiec panice wśród ludności cywilnej — stwierdził.
Sula uśmiechnęła się kwaśno.
— Właśnie, nie możemy sobie pozwolić na panikę wśród cywili. A przynajmniej wśród nieodpowiednich cywili. — Spojrzała drwiąco na Foote’a. — Jestem pewna, że rodzina naszego szanownego cenzora właśnie teraz panikuje. Jedyna różnica między nimi a szarymi obywatelami polega na tym, że klan Footów, panikując, zwiększa własne zyski. Z pewnością ich pieniądze są wymieniane na coś… — zabrakło jej pomysłu — …wymienialnego, co da się przewieźć w bezpieczny zakątek imperium w oczekiwaniu na lepsze czasy. Może nawet transportuje je pod poduszką senior rodu Foote’ów.
— Mój stryjeczny dziadek jest zbyt chory, by opuścić pałac na Zanshaa — oznajmił spokojnie Foote.
— W takim razie jego dziedzic — rzekła Sula. — Cenzura jest po to, żeby nam, parom, umożliwić zachowanie monopolu na informację, niezbędną do przeżycia w czasach, które nadejdą. Ludzie spoza naszej grupy mają żyć swoim dawnym normalnym życiem, przysparzając parom bogactw, aż nadleci flota Naksydów i zacznie spuszczać z nieba bomby z antymaterii. Dopiero wtedy może pozwoli się ludziom zauważyć, że media były nieuczciwe.
Morgan jeszcze bardziej zniżył głos.
— Podporuczniku lady Sula, to nie jest odpowiedni temat do rozmów przy stole.
Usta Suli wykrzywiły się w grymasie rozbawienia.
— Jak sobie życzysz, milordzie — odparła. Prawdopodobnie również krewni Morgana robili na tym zamieszaniu interesy.
