— Wyglądają na to — odparł bezceremonialnie nadrektor. — Wielkie i czarne, ot co. Tutaj, człowieku, trzeba nam mniej kamieni i drewna, a więcej radości. Kilka wesołych obrazków, na przykład. Jakiś ornament czy dwa.

— Natychmiast tego dopilnuję — skłamał gładko kwestor. Przypomniał sobie o pliku dokumentów pod pachą. — A tymczasem, mistrzu, zechciałbyś może…

— Doskonale. — Nadrektor wbił na głowę szpiczasty kapelusz. — Zuch. A teraz muszę zajrzeć do chorego smoka. Biedaczysko od paru dni nie rusza swojej smoły.

— Twój podpis na jednym czy dwóch… — rzucił pospiesznie kwestor.

— Nie mam głowy do tego wszystkiego. — Nadrektor machnął na niego ręką. — I tak za dużo tutaj tego przeklętego papieru. W dodatku… — Spojrzał na kwestora, jakby właśnie coś sobie przypomniał.

— Widziałem dzisiaj coś zabawnego — powiedział. — Po dziedzińcu chodził jakiś małpiszon. Jakby nigdy nic.

— A tak… Pewnie bibliotekarz…

— Trzyma takiego zwierzaka?

— Źle mnie pan zrozumiał, nadrektorze — uśmiechnął się kwestor. — Ten zwierzak to właśnie był bibliotekarz. Nadrektor przyglądał mu się z uwagą.

Uśmiech kwestora nieco zmartwiał.

— Bibliotekarz jest małpiszonem?

Chwilę trwało, zanim kwestor wyjaśnił całą sprawę.

— Chcesz mi powiedzieć, że chłop magicznie zmienił się w małpiszona?

— Zdarzył się wypadek w Bibliotece, owszem. Eksplozja magiczna. W jednej chwili był jeszcze człowiekiem, a w następnej już orangutanem. I nie wolno go nazywać małpiszonem, mistrzu. Jest małpą. Człekokształtną.

— To chyba niewielka różnica?

— Chyba jednak spora. Kiedy nazwie się go małpiszonem albo małpiatką, robi się bardzo, hm, agresywny.

— Ale nie wypina tyłka na ludzi, co? Kwestor przymknął oczy i zadrżał.

— Nie, mistrzu. Myśli pan o pawianach.



20 из 295