
— Aha. — Nadrektor zastanowił się szybko. — Czyli one u nas nie pracują?
— Nie, mistrzu. Tylko bibliotekarz, mistrzu.
— Nie można się na to zgodzić. Niemożliwe. Nie pozwolę, żeby wściekle wielkie kudłate stwory włóczyły się dookoła — oświadczył stanowczo nadrektor. — Pozbądź się go.
— Na bogów, nie! To najlepszy bibliotekarz na świecie! I bardzo tani.
— Dlaczego? Jak mu płacimy?
— Fistaszkami. Poza tym jest jedynym, który wie, jak Biblioteka naprawdę funkcjonuje.
— Więc trzeba zmienić go z powrotem. Co to dla człowieka za życie, tak być małpiszonem.
— Małpą, nadrektorze. Człekokształtną. I obawiam się, że takie życie bardziej mu odpowiada.
— A skąd niby wiesz? — zapytał podejrzliwie nadrektor. — Pewnie gada, co?
Kwestor zawahał się. Z bibliotekarzem zawsze był ten sam kłopot. Wszyscy tak się do niego przyzwyczaili, że nie mogli już sobie przypomnieć, kiedy Biblioteką nie kierowała małpa o żółtych kłach, obdarzona siłą trzech mężczyzn. Jeśli nienormalne trwa dostatecznie długo, staje się normalnym. Tylko że kiedy trzeba było coś wyjaśnić osobom trzecim, brzmiało to dziwnie.
Odchrząknął nerwowo.
— Mówi „uuk”, nadrektorze — wyjaśnił.
— A co to znaczy?
— To znaczy „nie”, nadrektorze.
— A w jaki sposób mówi „tak”, w takim razie? Kwestor obawiał się tego pytania.
— „Uuk”, nadrektorze.
— Przecież to takie samo uuk jak tamto uuk!
— Ależ nie! Zapewniam pana. Różnią się intonacją… To znaczy, kiedy się pan przyzwyczai… — Kwestor wzruszył ramionami. — Myślę, że jakoś nauczyliśmy się go rozumieć, nadrektorze.
— No tak… Przynajmniej jest w dobrej formie — odpowiedział złośliwie nadrektor. — Nie tak jak wy wszyscy. Dziś rano zajrzałem do sali klubowej i pełno tam było chrapiących ludzi.
— To starsi mistrzowie, mistrzu — wyjaśnił kwestor. — Moim zdaniem są wręcz w doskonałej formie.
