
Letycja musnęła rondo i zaśmiała się lekko.
— To od Boggiego z Ankh-Morpork.
— Doprawdy? Kupiony w sklepie?
Niania Ogg zerknęła w kąt pokoju, gdzie na stojaku stał odrapany drewniany stożek. Przypięte do niego zwoje czarnej bawełny i wiklinowe witki tworzyły podstawę wiosennego kapelusza babci.
— Szyty u krawca — poprawiła Letycja.
— I te spinki — ciągnęła babcia. — Same półksiężyce i sylwetki kotów…
— Ty też masz broszkę w kształcie półksiężyca, prawda, Esme? — wtrąciła niania Ogg, uznawszy, że nadeszła odpowiednia chwila, by oddać strzał ostrzegawczy. Od czasu do czasu, kiedy była w kwaśnym humorze, babcia miała sporo do powiedzenia na temat biżuterii czarownic.
— To prawda, Gytho. Posiadam broszkę w kształcie półksiężyca. Taki istotnie jest jej kształt. Bardzo praktyczny kształt do spinania płaszcza, taki półksiężyc. Ale u mnie to nic nie znaczy. Zresztą, przerwałaś mi właśnie wtedy, kiedy chciałam zauważyć, jak twarzowe spinki nosi pani Skorek. Bardzo… magiczne.
Niania odwróciła głowę jak kibic na meczu tenisowym i spojrzała na Letycję. Chciała się przekonać, czy zabójcza strzała dosięgła celu. Ale Letycja się uśmiechała… Niektórzy po prostu nie potrafią zobaczyć tego, co oczywiste, nawet na końcu dziesięciofuntowego młota.
— Skoro już mowa o magii… — rzekła Letycja, jak urodzona przewodnicząca zmuszając pozostałe, by przeszły do kolejnego punktu programu. — Pomyślałam, że omówimy z panią kwestię jej uczestnictwa w Próbach.
— Tak?
— Czy sądzi pani… to znaczy: czy nie sądzi pani, że to trochę nieuczciwe wobec innych, że wygrywa pani co roku?
Babcia Weatherwax spojrzała na podłogę, a potem na sufit.
— Nie — uznała w końcu. — Jestem od nich lepsza.
— Nie wydaje się pani, że odbiera to ducha innym uczestniczkom?
Znowu to badanie podłogi i sufitu…
— Nie.
— Ale startują, wiedząc, że nie zwyciężą.
