– Co takiego…?

– No mówię, nie żyje, jak pani może o tym nie wiedzieć, szum się dopiero zaczyna, ale telewizja już napomykała, i radio, na razie bez szczegółów, ja przypadkiem wiem więcej, ale jak to mogło pani umknąć?

– Nie oglądałam telewizji – bąknęłam słabo i zamurowało mnie doszczętnie. A zarazem w zakamarkach organizmu wybuchła euforia i pienia anielskie zagrzmiały z mocą spiżowych trąb.

Wajchenmann nie żyje, niemożliwe, to zbyt piękne, żeby mogło być prawdą. Zamordowany! A cóż za jakiś Robin Hood go trzasnął, Janosik, Zorro, Szkarłatny Kwiat, jaka tam jeszcze szlachetna postać po historii się plącze…? Jeśli zwykły bandzior, niech mu będzie na zdrowie, kocham bandziora! Nigdy więcej ten łajdak, ten bufon, ten kretyn nadęty, niedorobiony wieszcz, buc porąbany i bezczelny, megalomański zbuk, wredny karierowicz i pluskwa, barbarzyńca i wandal, nie spaskudzi nikomu niczego! Nigdy więcej nikogo nie okradnie, nigdy więcej nie przywłaszczy sobie cudzego wysiłku, natchnienia, osiągnięcia, nigdy już nie dostanie niczego, co mu się należy jak mnie korona hiszpańska…!!!

Nawet się nie zdążyłam zastanowić, dlaczego akurat hiszpańska i mignęło mi zaledwie, że właściwszym porównaniem byłby chyba Nobel za moje osiągnięcia w fizyce, z którą nie mam kompletnie nic wspólnego, bo z domu obok wyszedł człowiek i łypiąc w moim kierunku złym okiem, zaczął otwierać bramę. Stałam metr od niej. W eksplozji szczęścia kochałam także człowieka razem z jego bramą. Macając na oślep, otworzyłam lewe okno, bez sensu, człowieka miałam z prawej, w nerwach zablokowałam wszystko, odblokowałam pośpiesznie, otworzyłam prawe tylne, też źle, lewe tylne, łaska boska, że więcej okien do otwierania już nie miałam, trafiłam wreszcie na prawe przednie. Przechyliłam się w prawo.

– Bardzo pana przepraszam, już odjeżdżam!

– Tam dalej też jest droga – poinformował mnie nieco jadowicie.

– Dziękuję bardzo! – wyrwało mi się z wielkim uczuciem. – Wszystkiego najlepszego!



17 из 252