— Przygotowałam miejsce, gdzie będziecie mogli spokojnie porozmawiać — oznajmiła.

— Doskonale — powiedziałem i wyobraziłem sobie dwa kryte skórą fotele koło kominka, w pokoju z boazerią, gdzie dwaj starzy żołnierze będą mogli wypić i porozmawiać. Tymczasem Mary zaprowadziła nas do kuchni. Przystawiła dwa twarde krzesła do kuchennego stołu z białym, porcelanowym blatem, który raził oczy, odbijając światło dwustuwatowej żarówki nad głową. Mary przygotowała salę operacyjną. Postawiła tylko jedną szklankę dla mnie, wyjaśniając, że O’Hare nie może pić wysokoprocentowych napojów od czasu wojny.

Usiedliśmy. O’Hare czuł się głupio, ale nie chciał powiedzieć, o co chodzi. Nie miałem pojęcia, czym mogłem tak zrazić Mary. Byłem przykładnym ojcem rodziny. Nie byłem pijakiem. Nie zrobiłem jej mężowi żadnego świństwa na wojnie.

Nalała sobie Coca-Coli, hałasując strasznie naczyniem z lodem w stalowym zlewie. Potem znikła w innej części domu, ale nadal dawała o sobie znać. Chodziła po mieszkaniu, trzaskała drzwiami, a nawet przesuwała meble, żeby wyładować zły humor.

Spytałem O’Hare’a, co takiego powiedziałem lub zrobiłem, że ona tak się zachowuje.

— Wszystko w porządku — uspokoił mnie. — Nie przejmuj się tym. Tu nie chodzi o ciebie.

Było to bardzo miłe z jego strony. Oczywiście kłamał. Chodziło jak najbardziej o mnie.

Tak więc próbowaliśmy wspominać wojnę nie zwracając uwagi na Mary. Wypiłem parę szklaneczek przyniesionego przez siebie alkoholu. Od czasu do czasu chichotaliśmy i uśmiechaliśmy się, że to niby przypominamy sobie historię z wojny, ale żaden z nas nie potrafił przypomnieć sobie nic naprawdę dobrego. O’Hare pamiętał faceta, który trafił w Dreźnie, jeszcze przed bombardowaniem, do piwnicy pełnej wina i musieliśmy odwieźć go do domu na taczkach. Nie była to rzecz, o której warto by pisać książkę. Ja pamiętałem dwóch rosyjskich żołnierzy, którzy palili ogromne papierosy skręcone w kawałkach gazet.



10 из 152