– Niby jak heban. Ciężkie, zbite… – zawyrokował Zenek. – Widziałem już coś takiego…

– Tu, na cmentarzu?

– Tak, jeśli trumna była z uczciwego surowca i leży w miejscu, gdzie jest wilgotno, a nie ma piasku, to tak czernieje i twardnieje, jakby trochę kamieniała. Ale to dębina musi być, a nie kasztan.

– Utniemy próbkę – zadecydował ksiądz. – Pokażę znajomemu stolarzowi. Ciekawe, kto mi to teraz wytnie…

– Myślę, że tu nie obejdzie się bez rzeźnika – westchnął Zenek, patrząc spode łba na rozłożystą koronę kasztanowca.

– Kogo? – zdziwił się duchowny.

– Rzeźnika drzew – mruknął i zadumał się.


***

Proboszcz wszedł do zakładu, schylając głowę, bo drzwi były niskie. Woń szelaku, drewna, wosku i politury przyjemnie zakręciła w nosie. Po lewej stały meble pościągane przez łowców okazji z całego kraju. Kulawe stoliki, zniszczone szafki, zniszczone biurka, stoczone przez korniki łoża. Po prawej, jak na defiladzie, prezentowały się podobne graty, tyle że odszykowane na wysoki połysk. Stary stolarz przerwał usuwanie farby olejnej z wykładanego orzechową intarsją blatu stolika.

– Niech będzie… – zaczął, ale naraz urwał i poprawił okulary.

– Na wieki wieków, amen – poważnie odpowiedział duchowny.

– A niech mnie. To przecież mały Antoś… Gadali, że do seminarium… To już po święceniach?

– Siedem lat temu.

– Ależ ten czas leci – zafrasował się. – Co mogę zrobić? Klęcznik, konfesjonał? A może ołtarz potrzebny? – Wyszczerzył w uśmiechu nieliczne zębiska. – Oczywiście wszelkie renowacje, uzupełnienia uszkodzeń… – Wskazał gestem mebelki.

– Jak przy spowiedzi – mruknął proboszcz. – Z czarnych i sparszywiałych dusz robimy znowu białe…

– Tylko że u mnie z gwarancją na lata. – Stolarz puścił oko. – A z grzesznikami sam wiesz, jak bywa.



9 из 326