Prawda. On nie “czynił żadnych przygotowań”. Po prostu starał się przetrwać od 23 grudnia do Nowego Roku. To nie wymagało żadnych przygotowań. Wigilia w biurze przy komputerze nie wymaga żadnych przygotowań. Wystarczy jak co dzień przyjechać do pracy. Dopiero wieczorem trzeba uważać. Najlepiej siedzieć przy wyłączonym świetle, aby strażnik nie zauważył. Niby wolno. Ale tak jakoś głupio się tłumaczyć.

Poleciał. Dwa lata temu. Na początku grudnia. Jeszcze przed Nią. Wcale nie chciał tam lecieć, bo w Columbus, Ohio, nawet maj działa depresyjnie, nie mówiąc już o listopadzie i grudniu. Bo Columbus, Ohio, to po prostu miasto, które powstało tylko po to, aby gdzieś można było wybudować kolejnego McDonalda. Pamięta, że w pierwszy wieczór po nużącym kongresowym dniu poszedł do baru przy głównej ulicy. Najbardziej rozświetlony neonami budynek w okolicy. Bar miał współny parking z McDonaldem.

Wszedł do zadymionej, gwarnej sali. Usiadł w rogu na stołku, który pozostawał wolny, choć cały bar był zapchany ludźmi do ostateczności. Dokładnie naprzeciwko telewizora, w którym szedł czarno-biały film z Fredem Astairem. Po kilku minutach zauważył, że mężczyźni patrzą na niego ze nieukrywanym zdziwieniem. Kobiet nie było, tylko barmanka w szarym kostiumie, sportowych granatowych butach i z różową poplamioną apaszką na szyi. Wyglądała na 60 lat. W większości amerykańskich barów, w których bywał, za barem stali mężczyźni albo bardzo młode kobiety. Najpierw przyglądał się barmance. W elipsie przestrzeni wyznaczonej przez bar niemalże biegała, przyjmując zamówienia, napełniając szklanki i kieliszki kolorowymi płynami, wystukując sumy w kasie. Miał wrażenie, że wszyscy w barze są jej dobrymi znajomymi. W pewnym momencie, podając mu kolejny kieliszek, zatrzymała się i powiedziała:

– Wie pan, że na tym miejscu nikt nie siedział od osiemnastu dni?

Spojrzał na nią, zaciekawiony.

– Bo widzi pan, w czwartek osiemnaście dni temu usiadł tutaj nasz Michael.



4 из 9