
Dziękuję zatem za kolejny dowód, że jestem, że żyję.
Proszę pisać…
Joanna (e-mail: Jest koniec sierpnia. Leżę na polanie pośród sosen, a dookoła pachnie piołun, kocanka i to coś, czego nie można uchwycić, złapać, nazwać, a co niektórzy określają jako „koniec lata”. Na wysuszonej trawie obok mnie leżą soczyste, słodkie winogrona i książka, na przeczytanie której czekałam całe pięć dni tygodnia. Czytam, dziwnie smakują winogrona mokre od łez. Dziękuję za wzruszenie, uśmiech, bicie serca i za myśli, które kłębią się w mojej głowie. To są dobre myśli. Już wiem, co w moim życiu jest najpiękniejsze. Życzę miłego dnia Iwona Chilimoniuk (e-mail: i.chilimoniuk@ pl) Ta powieść zniszczyła mój spokój, nad którym już długo pracuję. I znów wyszła na wierzch ta cała jaskrawość, którą starałam się zagłuszyć, wyrwała mi kawałek serca. Czułam się tak, jak gdyby ktoś wyrwał mi kartki z pamiętnika, schowane głęboko w szufladzie. Ja nie słucham już Mozarta, by nie kołatało w piersiach, nie sączę dobrego wina, by się nie rozmarzyć, nie odkurzam tomów poezji, by się w niej nie utopić, nocą nie otwieram okna, by nie uciec… i nie chcę takich książek, które tak mocno dotykają. (e-mail: „… kości twoich pragnę się domacać, kochana, aby Cię rozpoznać w dniu zmartwychwstania…”. Tak ładnie piszesz, że może wiesz coś o tym. (e-mail: 15 minut później… wciąż czułam smak łez w kącikach ust i piekący słony ból na policzkach. Zamiast śniadania, wsiadłam w samochód i pojechałam nad morze, bo „płakać trzeba w spokoju”… Dziękuję za tę bezsenną wrześniową noc i za każdą łzę spadającą na poduszkę. Za najbardziej wzruszający i prawdziwy smutek, jaki przeżyłam. I za Jakuba…