Zresztą, ja w smutku pisałem ten tekst, więc nie mógł być inny.

1. Nauka jest w SwS boginią.

Ale boginią z billboardu. I tak miało być.

Mądrość z SwS ma gwarantować wygodę, luksus i świecić jak nienaturalnie białe zęby modelek w stanikach wypchanych silikonem, reklamujących pastę do zębów.

Mądrość ma być sexy, mądrość ma być czymś pożądanym i stać się modelem życia, który zapewnia sukces.

Czy nie lepiej, w sensie wychowawczym, pokazać, że można być bogatym, nie tylko jeżdżąc szybko samochodem przypominającym bolid, kopiąc pitkę lub pokazując brzuch w MTV?

To nie miała być książka o Marii Curie-Skłodowskiej wyglądającej tak, że chce się ją albo przytulić ze współczucia, albo zorganizować składkę na jej wyjazd do sanatorium. To miała być historia smutku mądrych ludzi, którzy są smutni nie dlatego, że są wyzyskiwani – o tym pisał faktycznie Broniewski. Oni mają być smutni, bo tak naprawdę wiedzą, jak będzie smakował ten homar, którego nigdy jeszcze nie jedli.

Nauka w SwS przypomina tournee Bon Joviego po świecie z koncertami w wypełnionych do ostatniego miejsca salach koncertowych. Ale musi Pani przyznać, że mato kto chce czytać o tym, jak pomiędzy koncertami Bon Jovi chodzi do studia i całymi dniami nagrywa płyty.

Nikogo tak naprawdę nie zainteresuję, gdy będę opowiadał, jak składa się wnioski o fundusze na projekt naukowy. Już bardziej, gdy opowiem, co robią żony tych naukowców w czasie rautów, gdy projekt udało się zakończyć i trzeba koniecznie o tym opowiedzieć światu.

2. Przyzna też Pani, że w SwS nauka jest ważna, prawda?

Że nie zdejmuję jej – nauki – z piedestału? Że piszę o naukowcach jak o ludziach, którzy są zawistni, kłamliwi, słabi? Tacy sami jak inni. I piszę to tak -proszę wybaczyć samochwalstwo – że chce się to czytać. Wiem o tym, wielu mi o tej nauce w SwS pisze. Bytem rozbawiony, gdy jedna pani napisała mi, iż „ona w książkach zawsze opuszcza te naukowe kawałki, a Pan napisał to tak, że nie zauważyłam, że je czytam”.



36 из 102