
Albo gdy jeden pan napisał mi, że „SwS to książka popularnonaukowa z wątkiem miłosnym”.
Ludzie po SwS idą do księgarni i kupują książki o dekodowaniu genomu albo upewniają się, że ta historia z mózgiem Einsteina jest prawdziwa, albo sprawdzają, czy nie kłamałem, pisząc o Kinsey'u lub czy naprawdę sperma po ananasch smakuje inaczej.
I to jest QL, nawet jeśli jest to z tylko nauka z billboardu.
Rozpisałem się…
A tak naprawdę chciałem tylko Pani podziękować. Najbardziej za przypomnienie mi Godla, którego biografię czytam przynajmniej raz w roku.
Bo widzi Pani, to moje pisanie jest trochę jak kolorowy koktajl w moim życiu. Tak naprawdę robię w życiu naukę. I tak pozostanie.
Ostatnio, podczas obrony doktoratu mojego pierwszego doktoranta, recenzent, mój przyjaciel i absolutny polski autorytet z dziedziny chemoinformatyki, powiedział mi tak:
„Janusz, ja myślałem, że ty jesteś poważnym człowiekiem. A okazało się, że ty piszesz powieści…”
Ale potem, podczas obiadu, gdy wypił trochę wina podszedł do mnie i dodał:
„Nawet nie wiesz, jak ci zazdroszczę…”
Bien cordialement,
Janusz L Wiśniewski, Frankfurt/Main, starszy rybak.
(e-mail: Wiedza i mądrość Jakuba – nie tylko ta akademicka – pojawia się także w innym kontekście. Jest dla niektórych czymś pierwszoplanowym, pociągającym i fascynującym: Żadna kobieta, która przeczyta tę książkę, nigdy w życiu nie zwiąże się z żadnym miernotą. Nie wyrazi przyzwolenia (dobrowolnie) na bylejakość. Na bycie z mężczyzną, który nie wie, do czego może służyć termofor w kształcie serca, jak słodko jest całować kobiece nadgarstki i jak w języku migowym powiedzieć „kocham”! Co gorsza, po lekturze tej książki wydaje mi się, że facet, który nie wie nic albo niewiele na temat genomu, struktury mózgu, procesu przewodzenia bodźców, neuroprzekaźników, na temat PMS-ów, tantry i BB Kinga oraz Bacha -jest całkowitym ignorantem niewartym uwagi:-).