I to jest niewątpliwa zaleta tej książki. Jedna z wielu.

Poza tym „S@motność…” pozwala dotknąć bólu w taki sposób, że czyniąc go jakby jeszcze większym, mimo to czyni możliwym do strawienia. Na zasadzie pewnego wykroczenia poza jakieś „ustalone” granice. Nagle w zdziwieniu spostrzegamy, że granica została przekroczona, a my w dalszym ciągu… jesteśmy żywi.

Nigdy w życiu nie przeczytałam o seksie, o miłości tak wzruszających i mądrych słów.

Nigdy jeszcze nie udało się nikomu mnie przekonać, że miłość jest taka ważna i piękna…

Renata Palka-Smagorzewska (e-mail:

121 strona, ze względu na m ó z g…

Zawsze mnie fascynował, dlatego ta strona nasycona jest niesamowitą energią i dlatego jest szczególna…

Dla mnie „S@motność…” to apoteoza mózgu.

Miłość w „S@motności…” jest pochodną mózgu.

Życzę wszystkiego niepowtarzalnie fascynującego.

Agnieszka Siedlecka, Łódź(e-mail:

Jak bardzo ślepym, głuchym, intelektualnie pustym, a może zwyczajnie po ludzku podłym trzeba być, by nazwać „S@motność…” książką o cyberseksie? (Dariusz Nowacki, recenzja „S@motności w Sieci” w „Polityce” – JLW)

Ktoś nazwał ją popularnonaukową, prawda? I, u diabła, miał rację -bo ona nią jest! Wiele z historii opisywanych przez Jakuba znałem już wcześniej – szczególniej kulisy odkrycia struktury DNA czy projektu sekwencjonowania ludzkiego genomu – to wynika z moich zawodowych (i nie tylko) zainteresowań. Z kolei to, co napisałeś o losie mózgu Einsteina czy przejmujący fragment biografii Pani Candance Pert (no tak, ja też jestem doktorantem…), zasiliło moją skromną jeszcze wiedzę i stało się niczym woda na młyn refleksji. Czy nie o to również chodzi? Z bardzo formalnego punktu widzenia te wątki, przedstawione bez nadmiernych uproszczeń, wplatają się doskonale w całość historii. Idąc dalej, jeśli dodać wspaniały opis środowiska naukowców i obraz samej pracy w nauce (która z pozoru jest jakże nieefektowna i jakże odmienna od wyobrażeń reżyserów hollywoodzkich), to… w pewnym sensie możemy mówić już o literaturze popularnonaukowej.



38 из 102