
Anette de Saint-Colombe?
Nie, nie chciał się żenić i nie mógł sobie wyobrazić właśnie jej jako swojej żony. Ta cnotliwa, bogobojna mamselle! Pod każdym względem było na to za wcześnie zdecydowanie za wcześnie.
Wiedział jednak, że rodzice lub opiekunowie często aranżowali małżeństwa, nawet kiedy narzeczeni byli jeszcze bardzo młodzi, niekiedy w ich niemowlęctwie. Nie można było też zaprzeczyć, że on znajdował się w trudnej sytuacji. Anette de Saint-Colombe to partia, o jakiej w innych okolicznościach nie mógłby nawet marzyć.
Bolało go to jednak. A co z jego marzeniami o miłości i porozumieniu dusz?
– Zapytajmy najpierw ją – powiedział ostrożnie.
Hrabia odetchnął z ulgą.
– W każdym razie nie mówisz nie…
Na miłej twarzy Mikaela ukazał się smutny uśmiech.
– Wiecie, że jestem posłuszny wam obojgu. Zawsze chcieliście mojego dobra. A w dodatku…
– Tak?
– W dodatku przyjemnością może być odebranie staremu rozpustnikowi takiego smacznego kąska.
– Dobrze pomyślane, Mikaelu – powiedział hrabia i otoczył chłopca ramieniem. – Chodź, poszukamy Anette.
Mała Anette de Saint-Colombe dzielnie osuszyła już łzy i kiedy marszałek dworu wraz ze swą ukochaną żoną i przybranym synem weszli do jej komnat, szybko podniosła się z klęczek sprzed obrazu Madonny. Oszołomiona słuchała ich propozycji.
Mikael Lind z Ludzi Lodu? Czy to możliwe, że on jeden z najprzystojniejszych kawalerów na dworze, chciał ożenić się z nią? Uwolnić od koszmaru? Co prawda każdy człowiek, który nosił spodnie, wydawał się jej potworem, ale z dwojga złego, jeśli już koniecznie musiała poddać się ich przerażającym potrzebom, wolała potwora młodego. Serce tłukło się jej w piersi i prawie nie śmiała na niego patrzeć, ale mimo wszystko jej spojrzenie, całkiem wbrew woli, błyskawicznie obiegło sylwetkę chłopca. Gwałtownie zadrżała na myśl o tym, co mogło kryć się pod pięknym strojem… Zawstydzona odwróciła wzrok, a później wpatrywała się w oczy Marki Christiany tak intensywnie, że aż zaczęła mrugać.
