
Na dodatek hrabina Ebba, świadoma swej pozycji, na stare lata stała się bardzo wyniosła. Nigdy nie zaakceptowałaby niskiego pochodzenia Mikaela.
– Ale przecież nie możemy wkładać w usta zmarłego kłamstwa – powiedział Gabriel.
– To tylko w połowie kłamstwo – niefrasobliwie odparła Marka Christiana.
– Nie, zabraniam ci – zirytował się jej mąż. – Marko, twoja moralność jest chwilami…
Oni dyskutują o tym poza nami, pomyślał Mikael. Ja nie chcę, nie chcę! A czego pragnie dziewczyna? Przed chwilą miała minę, jakby się obawiała, że mogę ją pożreć.
Zerknął na Anette ukradkiem. Siedziała spuściwszy oczy, zapłakana, z czerwonym, błyszczącym nosem. W dłoni trzymała przemoczoną łzami chusteczkę. Była sztywna i bezbarwna, usta po panieńsku zacisnęła w ciup. Nie, zdecydowanie nie była dziewczyną, którą wybrałby dla siebie.
Całe życie spędzone razem z nią?
Nie mógł się jednak teraz wycofać. Mikael nigdy nie potrafił nikogo zranić, a dziewczynie na pewno byłoby przykro. Chciał także być posłuszny swoim przybranym rodzicom.
Myśli Anette biegły podobnym torem. Czego on chce? Jeszcze nic nie powiedział. I nie wydaje się szczególnie zachwycony. Jeżeli jednak wybór ma należeć do niej, to wcale nie jest trudny. Gwałtownie zadrżała na wspomnienie opiekuna we Francji. Brzuch opierający się o kolana, liczne podbródki, łysa czaszka schowana pod peruką, nieprzyjemny oddech. Najgorszy jednak był jego paskudny charakter. Wyłupiaste oczy śledzące wszystkie młode dziewczęta, dyskretne miętoszenie sukien, ciągłe pochrząkiwanie i bekanie przy obiedzie, przechwałki na temat bogactwa i urodzenia.
Podejrzewała, że nie jest już taki bogaty. Słyszała, że roztrwonił rodzinny majątek. A teraz chciał zawładnąć jej pieniędzmi…
