
Mikael…? Starała się myśleć jasno, zapomnieć o potwornościach, które kryły się pod jego ubraniem. Oczywiście nie miał takiego majątku jak ona i daleko mu było do arystokracji. Choć jego matka, hrabianka Breuberg, pochodziła z wysokiego rodu, ojciec nie był szlachcicem.
Dla Anette więc małżeństwo z Mikaelem oznaczało krok w dół.
Co powiedziałaby na to jej droga matka? Ta, dla której nieposiadanie tytułu szlacheckiego stanowiło niemal grzech śmiertelny?
Czuła jednak ostrożnie kiełkującą nadzieję. Wiedziała, że Mikael jest miły. Nieco roztargniony i właściwie wcale nią nie zainteresowany. Jak do tej pory. Nigdy nie traktowała go jak kogoś niebezpiecznego, widząc go nie odczuwała głęboko wszczepionego poczucia zagrożenia.
A tu nagle on stoi i prosi o jej rękę!
Anette bardzo się zmieszała. Zwróciła się do Marki Christiany i głosem, który w zamierzeniu miał być wyniosły, a w rzeczywistości okazał się bardzo schrypnięty od płaczu, zapytała:
– Ale czy pan Mikael wyznaje właściwą wiarę?
– Naturalnie – odparła hrabina, gdyż uznała, że „właściwa wiara” jest pojęciem bardzo względnym.
Odpowiedź uspokoiła dziewczynę, ale zanim zdążyła się zastanowić, już wybuchnęła swą francusko-szwedzką plątaniną słów:
– O, mam nadzieję, że nie robicie tego z dobrego serca, z litości? Tego bym nie zniosła!
Dwoje starszych, na moment zbitych z tropu, błagalnie popatrzyło na Mikaela, prosząc o pomoc.
Mikael drgnął, ale szybko się opamiętał.
– Nie, nie, oczywiście, że nie. Od dawna już było to moim pragnieniem.
Och, kłamstwa, skąd przybywacie na każde zawołanie? Teraz wpadł już w sidła. Nieodwracalnie.
Gabriel Oxenstierna powiedział w zamyśleniu:
– Ale jak poradzimy sobie z opiekunem? Tego problemu jeszcze nie rozwiązaliśmy.
– No właśnie, on na pewno unieważni małżeństwo – przyświadczyła Marka Christiana. – Musimy to starannie przemyśleć.
– Macie w każdym razie nasze błogosławieństwo, dzieci. Anette, jeśli się zgadzasz, podaj dłoń Mikaelowi. A ty, Mikaelu, weź jej rękę.
