— Mamy rutynowy transport na Naxos — kontynuował Rip swoim dźwięcznym głosem. — Stamtąd — wzruszył ramionami — dokądkolwiek…

— Z wyjątkiem Ziemi — wtrącił szorstko Kamil. — Powiedz lepiej do widzenia naszej kochanej planecie, bo nieprędko ją ujrzysz, Thorson. W tych okolicach długo nas nie zobaczą. Tym razem mieliśmy rejs specjalny, a to zdarza się raz na dziesięć lat. — Dan pomyślał, że jego rozmówca czerpie niezwykłą przyjemność w przekazywaniu mu tych okropnych wieści.

Ślizgacz okrążył pierwsze z rusztowań. W prywatnych dokach stały tutaj statki najsłynniejszych Kompanii. Wzniesione ku górze dzioby rozcinały niebo, wokół kręcili się ludzie. Dan przypatrywał się im jakby wbrew sobie, ale nie odwrócił głowy, gdy po jakimś czasie ślizgacz skręcił w lewo, w kierunku kolejnych stanowisk. Chyba z sześć mniejszych Wolnych Frachtowców czekało tutaj na start. Nawet nie zdziwił się za bardzo, kiedy podjechali do jednego z najbardziej zniszczonych.

— Oto ona, bracie. Najlepszy kosmolot akwizycyjny we wszystkich galaktykach. To prawdziwa dama, mówię ci, prawdziwa Królowa. — W głosie Ripa słychać było dumę.

Rozdział 2. — Planety na sprzedaż

Dan wszedł do kajuty Szefa Ładowni. Człowiek, który tam siedział otoczony stertami mikrotaśmy i całym sprzętem doświadczonego w lotach pośrednika, znacznie odbiegał od wyobrażeń młodego Branżowca. Mistrzowie prowadzący zajęcia w Syndykacie byli dobrze ubrani i zewnętrznie nie różnili się właściwie od ludzi sukcesu pracujących na Ziemi. Trudno było posądzić ich o jakikolwiek związek z Kosmosem.

W przypadku Van Rycka nie tylko mundur świadczył o tym, że pracował on dla. Służby. Jego przerzedzone, jasne włosy miały biały odcień, a twarz była raczej czerwona niż opalona. Był potężnym człowiekiem — nie tęgim, lecz dobrze zbudowanym — i zajmował każdy centymetr swojego miękkiego fotela.



13 из 181