Mierzył Dana sennym i na pozór obojętnym wzrokiem, tak jak i olbrzymi niczym tygrys kocur, rozciągnięty na jednej trzeciej powierzchni biurka. Dan zasalutował.

— Asystent Szefa Ładowni, Thorson, melduje się na pokładzie, sir. — Strzelił obcasami tak, jak nauczono go w Syndykacie, po czym położył swój identyfikator na biurku, choć jego dowódca w ogóle nie próbował go dosięgnąć.

— Thorson — wydawało się, że bas dochodzi nie z klatki piersiowej siedzącego na wprost człowieka, ale z głębi tego beczkowatego ciała. — Pierwsza podróż?

— Tak, sir.

Kot ziewnął i mruknął, ale uważne spojrzenie Van Rycka nie zmieniło się.

— Zamelduj się lepiej u Kapitana i wpisz się w rejestr. — I to wszystko. Takie było całe powitanie.

Trochę zagubiony Dan wspiął się do sektora kontrolnego. Przylgnął do ściany wąskiego korytarza, żeby przepuścić jakiegoś oficera sunącego za nim szybkim krokiem. Był to ów Kom-Tek, którego widział w jadalni z Ripem i Kamilem.

— Nowy? — To pojedyncze słowo pełne było trzasków i zakłóceń, jakby dochodziło z interkomu.

— Tak, proszę pana, mam się zarejestrować.

— Biuro Kapitana — następny poziom — i już go nie było.

Dan poszedł za nim bardziej statecznym krokiem. To prawda, że Królowa nie była olbrzymem i niewątpliwie brakowało na niej wielu udoskonaleń i luksusowych rozwiązań, którymi tak się chełpiły inne załogi. Dan jednak, mimo że niewiele jeszcze zdążył zobaczyć, doceniał elegancko urządzone wnętrze. Burty Królowej były być może zniszczone i dlatego z zewnątrz wyglądała na zużytą, ale w środku okazała się być sprawnym, szczelnym frachtowcem. Dan dotarł na wyższy poziom, zapukał w lekko uchylone drzwi i usłyszawszy niecierpliwe zaproszenie, wszedł.

Przez jedną oszałamiającą chwilę czuł się tak, jakby znalazł się w środku ZOO z pozaziemskimi istotami. Ściany tej niewielkiej kajuty zapełnione były obrazami. Ale jakimi! Stworzenia ze Strefy Końca, które niegdyś widział i o których słyszał, wymieszane były z istotami z najbardziej makabrycznych koszmarów. W małej, wiszącej klatce siedziało niebieskie zwierzę, które mogło być jedynie nieprawdopodobną kombinacją ropuchy (o ile ropuchy posiadały sześć nóg, w tym jedną z pazurami) i papugi. Ten stwór pochylił się do przodu, chwycił szponami klatkę i splunął na Dana.



14 из 181