W południe następnego dnia Dan nie miał już nic do roboty. Odrobinę zniechęcony włóczył się z Kostim przy włazie. Żaden z członków załogi nie wybrał się do rozległego, otoczonego bulwiastymi drzewami miasta pogranicza. W każdej chwili mogli być potrzebni przy załadunku. Ludzie z obsługi Portu czcili bowiem jakieś miejscowe święto i nie było ich na stanowiskach. Po paru godzinach Dan i mechanik zauważyli, jak przez pole startowe pędzi z niesłychaną prędkością wynajęty przez Kapitana ślizgacz.

Pojazd zatoczył łuk, wznosząc tumany kurzu, i stanął u stóp rampy. Jellico wskoczył na nią i w kilka sekund był już przy włazie, podczas gdy Van Ryck dopiero podnosił się zza steru. Kapitan rzucił w stronę Kostiego:

— Zarządź zebranie w mesie!

Dan zerknął na pole, spodziewając się pościgu policji albo jeszcze gorszego nieszczęścia. Powrót oficerów pachniał natychmiastową ucieczką. Jednak jego bezpośredni przełożony wdrapywał się na rampę w zwykłym, powolnym tempie. Van Ryck w dodatku gwizdał sobie pod nosem, co — zgodnie z obserwacjami poczynionymi przez Dana — oznaczało absolutny spokój w świecie Holendra. Tak więc, jakiekolwiek wieści przynosił Kapitan, Szef Ładowni uznawał je za dobre. W kilka minut później Dan wcisnął się w niewielki kącik przy drzwiach mesy — był w końcu najmłodszym członkiem załogi. Wszyscy byli obecni — począwszy od Tau, a skończywszy na ciągle nieuchwytnym Murze — i wszyscy wpatrywali się w Kapitana, który siedział u szczytu stołu i przesuwał opuszkami palców wzdłuż blizny na policzku.

— I cóż to za skarb wpadł w nasze ręce tym razem, Kapitanie?

To Steen Wilcox zadał pytanie, które wszystkim chodziło po głowie.

— Aukcja Inspekcji — Jellico wyrzucił z siebie te dwa słowa, jak gdyby już nie mógł ich powstrzymać.



19 из 181