
Rzeczywiście, to dziwne, pomyślał Dan. Nigdy przedtem nie słyszał, żeby aukcja praw handlowych miała miejsce w strefie, która nie była co najmniej cetrum danego sektora.
— Statek Inspekcji Rimbold jest już znacznie opóźniony — oznajmił ponuro Jellico. — Wszystkie kosmoloty dostały polecenia natychmiastowego zakończenia interesów i wyruszenia na jego poszukiwanie. Ten statek tutaj, Griswold przybył na najbliższą planetę, żeby przeprowadzić legalną wyprzedaż tego, co znaleźli i sprawdzili.
Grube palce Vah Rycka stukały miarowo w stół.
— W porcie są agenci Kompanii i tylko dwa Wolne Frachtowce. Jeśli przed szesnastą już nikt nie przyleci mamy cztery strefy do podziału między trzech. Kompanie nie angażują się nigdy w strefę D. Ich agenci mają wyraźne polecenie, by tam nie kupować.
— Chwileczkę — wtrącił Rip — czy do tych dwudziestu tysięcy doliczył pan nasze wypłaty?
Gdy Van Ryck pokręcił przecząco głową, Dan wiedział już, o co chodziło Ripowi i przez moment był oburzony. Wymagać od niego, żeby wrzucił swoje zarobki z rejsu w ten niepewny interes, to już była przesada! Nie miał jednak odwagi, żeby głośno się sprzeciwić takiej propozycji.
— Nasze wypłaty? — zapytał niepewnym głosem Tau.
— Około trzydziestu ośmiu tysięcy — padła odpowiedź.
— Trochę kiepsko, jak na aukcję Inspekcji. — Wilcox najwyraźniej powątpiewał.
— Cuda się zdarzają — zauważył Tang Ya. — Radzę spróbować. Jeśli nam się nie uda, niczego nie tracimy.
Głosowali przez podniesienie ręki: nikt się nie sprzeciwił. Zatem zostało ustalone, że załoga Królowej dołączy swój zarobek do posiadanych rezerw, a ewentualne zyski będą dzielone proporcjonalnie do wniesionego wkładu. Zgodnie wybrano Van Rycka jako oferenta, ale nikt nie chciał pozostać z dala od mającej się odbyć aukcji i Kapitan Jellico musiał wynająć jednego ze strażników Portu do pilnowania statku.
