— Chwileczkę! — wrzasnął jak mógł najgłośniej Van Ryck i wyciągnął swoją wielką dłoń w stronę przycisku na czytniku. — Zróbmy zbliżenie. Trochę na północ, wzdłuż tych blizn po pożarach.

Kula na ekranie zbliżyła się i powiększyła do tego stopnia, że jej kontury zniknęły i mieli wrażenie, że właśnie schodzą do lądowania. Straszne spustoszenie spowodowane dawno temu przez wojnę było teraz oczywiste. Ziemia była wypalona i być może ciągle toksyczna z powodu opadów radioaktywnych. Ale Szef Ładowni miał intuicję: wzdłuż straszliwych blizn na północy ciągnął się szeroki pas zieleni o niezwykłym odcieniu. Van Ryck westchnął z satysfakcją.

— Nie wszystko stracone — stwierdził.

— Rzeczywiście — gorzko odparł Jellico. — Jest tam akurat tyle roślinności, żebyśmy nie mogli stwierdzić oszustwa i domagać się odszkodowania.

— Może jakieś ruiny Przodków? — zasugerował nieśmiało Rip.

— Nie pracujemy dla muzeum — odparł krótko Kapitan wzruszając ramionami. — Dokąd mielibyśmy się udać z tymi zabytkami? Na pewno nie na Naxos. I jak się stąd wydostaniemy, nie mając gotówki na jakiś ładunek?

W ten sposób uświadomił im wszystkie złe strony obecnej sytuacji. Byli właścicielami praw do handlu z planetą na dziesięć lat. A planeta nie prowadziła prawdopodobnie żadnego handlu. Zapłacili za te prawa gotówką potrzebną do zdobycia ładunku i być może nie będą w stanie odlecieć z Naxos. Zaryzykowali. Ryzykują przecież wszyscy Pośrednicy. Ale oni przegrali.

Jedynie Szef Ładowni nie wyglądał na zniechęconego. Ciągle przyglądał się Otchłani.

— Nie załamujmy się w połowie drogi — powiedział łagodnie. — Inspekcja nie sprzedaje planet, z których nie można mieć korzyści.

— Nie, skądże, na pewno nie Kompaniom — skomentował Wilcox. — Ale kto wysłucha skargi Wolnego Pośrednika? No, chyba że skarżącym jest Cofort!

— Ja jednak mimo wszystko twierdzę — kontynuował spokojnie Van Ryck — że powinniśmy zbadać tę planetę.



26 из 181