
Można było od razu zauważyć, że na kawałku metalu nie widniały żadne jaskrawe symbole słynnych Kompanii. Czy rzeczywiście jego los będzie podobny do losu Ricka? Czyjego pierwszy przydział ma być tak samo banalny?
Ale nie… W prawym górnym rogu karty jaśniała gwiazda, gwiazda otwierająca mu drogę do innych galaktyk! Obok niej nazwa statku — nie Kompanii, ale statku — Królowa Słońca… A Minęło sporo czasu, zanim zrozumiał sens tego zapisu.
Tylko nazwa statku — a więc Wolny Pośrednik! Przydzielono go na jeden z tych tułaczych statków kosmicznych, które przemierzają trasy zbyt niebezpieczne i zbyt nowe, żeby zainteresowały się nimi Kompanie. Zazwyczaj nie przynoszą też one zysków. Jest to rodzaj Służby Handlowej, to prawda, i dla niewtajemniczonych jest w tej pracy coś bardzo romantycznego, ale Dan znał się na handlu dostatecznie dobrze, żeby wiedzieć, jaka czeka go przyszłość. Wolne Pośrednictwo to ślepa uliczka dla ambitnych. Temat ten był skrupulatnie i konsekwentnie omijany na wykładach w Syndykacie. Wolne Pośrednictwo pociągało za sobą igranie ze śmiercią, z dżumą, z innymi, nieznanymi Ziemianom chorobami i kontakty z obcymi, często wrogimi rasami. Można było stracić w tej grze nie tylko zysk i swój statek, ale przede wszystkim życie. Wreszcie, Wolni Pośrednicy znajdowali się na samym dole drabiny społecznej w Służbie. Nawet przydział Rickiego nie wydawał się taki zły w porównaniu z tym, co spotkało Dana.
Zamyślił się głęboko i nie zdążył zareagować, gdy Artur zręcznym ruchem wyrwał mu kartę z dłoni i obwieścił całemu światu jego klęskę:
— Wolny Pośrednik!
Danowi zdawało się, że Sands wrzeszczał tak głośno, jak to się tylko zdarza w czasie transmisji meczów.
Ricki zatrzymał się i wytrzeszczył oczy. Hanlaf parsknął śmiechem, a Artur mu zawtórował.
— A więc tyle znaczy twój tajemniczy kod, bracie!
