Poskrobałem się w zadumie w głowę.

– Może dać ten list grafologowi – zaproponowałem

– Myśleliśmy o tym, ale policyjni są strasznie zawaleni robotą. Musielibyśmy czekać przeszło dwa miesiące na odpowiedź.

– Mam przyjaciela, który się tym amatorsko zajmuje – powiedziałem. – Z tego co wiem, głównym źródłem jego utrzymania jest badanie listów motywacyjnych wysyłanych do kilku dużych firm.

– Próbuje z kroju pisma wyczytać czy dany człowiek nadaje się na pracownika? – uśmiechnął się pan Lucjusz. – Jeśli nie kosztowałoby to zbyt dużo…

– Dla mnie zrobi to gratis. Jest mi winien przysługę.

– Tam jest skaner. W komputerze jest modem, gdybyś chciał mu to przesłać przez sieć – wskazał gestem.

– Ja jakoś nie mogę się przyzwyczaić do tych nowoczesnych środków komunikacji – westchnął Szef.

– Ja musiałem. Ostatecznie jestem tu wicedyrektorem, muszę być kompetentny – uśmiechnął się.

Zabrałem się do dzieła. Położyłem list na płycie skanera, uruchomiłem podgląd.

– Nie ma pan teorii kto mógł zapragnąć wejść w posiadanie atanatora? – zapytał Szef.

– Mam – westchnął. – Ale jest ona tak skrajnie nieprawdopodobna, że darowałem sobie sprawdzanie jej wiarygodności.

– Nasz kolega po fachu Sherlock Holmes – zacząłem.

Dokończenie zdania przerwał mi wybuch homeryckiego śmiechu. Rechotali obaj. Wreszcie Szef opanował się z wysiłkiem.

– Mów, mów, przepraszam…

– Nic nie szkodzi, Szefie. Detektyw uważał, że jeśli wykluczy się wszystkie rzeczy niemożliwe, to pozostałe, nawet jeśli będą mało prawdopodobne, muszą być prawdziwe.

Pan Lucjusz kiwnął głową w zadumie.

– No dobrze. Jakiś miesiąc temu spotkałem w muzeum dwa sympatyczne cielątka w wieku około osiemnastu-dziewiętnastu lat. Szczerze mówiąc, jedna z nich mało mnie nie przyprawiła o zawał, bo wyglądała dokładnie jak dama sportretowana na jednym z wiszących w tej sali obrazów…



17 из 151