
Ścianki, jak się okazało, wykonane były z dwu warstw blachy, pomiędzy które ubito glinę. Od długiego użytkowania wypaliła się na czerwono-czarny kolor. W głębi pieca na warstwie piasku leżało szklane jajo zaopatrzone w wentyl. Szkło było lekko zielonkawe, pełne pęcherzyków. Z jednej strony trochę się zaklęsło, jakby zbyt wysoka temperatura spowodowała częściowe stopienie się jaja.
– Więc za tą kupkę pordzewiałych blach oferowano bezcenny starodruk? – zdumiałem się. – Na miejscu muzeum nie wahałbym się ani minuty!
Stary kustosz westchnął.
– Panie Tomaszu – powiedział – Skąd pan wytrzasnął tego swojego pomocnika?
– Wyszedł pewnego dnia z krzaków ubrany w dres Adidasa.
– Czy miał telefon komórkowy i kij do bejsbola? – zaciekawił się pan Lucjusz. – Wyobraź sobie, młody człowieku, że ta kupka pogiętych blach to jeden z dwu istniejących na świecie autentycznych pieców tego typu pamiętających siedemnasty wiek. A nasz jest jedynym kompletnym.
– Przepraszam – powiedziałem ze skruchą.
– Ale starodruk, albo przynajmniej jego kopię warto by zdobyć – powiedział Szef. – Jak możemy skontaktować się z nadawcą listu?
– Na Plantach, niedaleko od Barbakanu znajduje się stary dąb. Częściowo wypróchniał, dziura zabezpieczona jest siatką. Nadawca polecił umieścić odpowiedź za nią.
– Mam plan – powiedziałem. – Zostawimy wiadomość, że się zgadzamy.
Szef popatrzył na mnie zaciekawiony.
– I co dalej?
– Ustalimy miejsce przekazania. Wymienimy manuskrypt na odpowiednio zmodyfikowany piecyk typu "koza", ze szklanym słojem umieszczonym wewnątrz. Jeśli wymieniający potem się zorientuje, to oddamy mu jego starodruk, oczywiście uprzednio wykonawszy kopię.
– Trochę to nieetyczne – mruknął gospodarz.
– Skrajnie nieetyczne – westchnął Pan Samochodzik. – Czy masz jeszcze jakieś równie dobre pomysły?
