
– A co wiesz? – zaciekawił się.
– To była banda takich wesołych świrów, którzy usiłowali wyprodukować złoto z ołowiu – powiedziałem.
– To faktycznie niewiele wiesz – uśmiechnął się. – No to teraz posłuchaj. Zasadniczo w tym, co powiedziałeś, jest trochę racji. Faktycznie tego typu próby trwały. Gdy byłem młody i studiowałem, zaproszono nas kiedyś do skarbca Narodowego Banku Polskiego i pokazano państwowe rezerwy złota. Czas był paskudny, przeprowadzano rewizje u ludzi podejrzewanych o handel kruszcem i walutami. Kilkanaście osób nawet za to rozstrzelano. Nam, młodym historykom sztuki, postanowiono pokazać skarby zdobyte podczas rewizji. A były tam prawdziwe skarby, w tym wiele bardzo cennych monet. Pokazano nam też międzynarodowe oznaczenia sztabek złota i to wprost na sztabkach – uśmiechnął się. – NBP miał niewielką pracownię, gdzie wyłożono mam zasady określania próby kruszców. No nie ważne. Oprócz tych wszystkich złotych fidrygałków pokazali nam także pięciokilogramową sztabkę z radzieckimi oznaczeniami. Wykonano na niej puncą napis: "Złoto Alchemików".
– Komuniści produkowali złoto za pomocą Kamienia Filozoficznego? – zdumiałem się.
Parsknął śmiechem i omal nie wylądowaliśmy w rowie.
– Pawle, to ci się udało! Nie, oczywiście że nie. "Złoto alchemików" to nazwa, powiedzmy umowna, bo nie figuruje w międzynarodowych słownikach złotniczych, ale i tak każdy będzie wiedział o co chodzi. Złoto alchemików to stop zawierający 967 części miedzi, 3 części magnezu i 30 części antymonu. Genialna rzecz. Kolorem nie różni się od złota. Twardością praktycznie też nie. Posiada niemal identyczny opór elektryczny i bardzo zbliżoną temperaturę topnienia.
– Nieźle – mruknąłem. – Zapewne jest nieco lżejsze?
– Tak, gęstość jest o kilkanaście procent mniejsza, ale jeśli będziesz miał kilogramową sztabkę, to niełatwo będzie ci ją odróżnić od prawdziwej. Zakładam, że wiesz, jak się rozróżnia próby złota?
