
Donna zastanowiła się przez chwilę.
– Zawsze żałowałam, że nie zajmowałam się Thomasem przez pierwsze lata – odpowiedziała. I to zadecydowało.
Lydie miała wyjechać w przyszły wtorek. Chciała być w domu kilka dni przed ślubem swojego brata. Wiedziała, że szybko znajdzie kolejną pracę, mogła nawet przebierać w ofertach. Przejechała przez bramę Beamhurst Court i zatrzymała się. Rozejrzała się dookoła. Kochała to miejsce. Posiadłość odziedziczy jej brat, ale o tym wiedziała od zawsze. Ta myśl nie psuła jej humoru, gdy tu wracała.
Wiedziała, że matka na nią czeka. Znowu zaczęła zastanawiać się, czym martwił się ojciec. Dlaczego odcięto linię telefoniczną w biurze? Zostawiła samochód na podjeździe, weszła do domu i w holu przywitała się z matką, która rozmawiała z gospodynią, panią Ross. Po ujrzeniu córki poleciła, by herbatę podano w salonie.
– Nie śpieszyłaś się zanadto – zauważyła, zamykając za sobą drzwi.
– Musiałam się spakować – rzekła spokojnie Lydie. – Skoro i tak skończyłam pracę, nie chciałam tam wracać po resztę rzeczy… Mamo, co się dzieje? Dzwoniłam do biura taty.
– Mówiłam, żebyś tego nie robiła – oświadczyła ostro matka.
– Nie zdradziłabym, że dzwoniłaś do mnie. Dlaczego numer jest odcięty? Gdzie jest ojciec? Powiedziałaś, że nie ma już biura. To niemożliwe. Przez lata…
– Twój ojciec nie ma ani biura, ani firmy – powiedziała dobitnie Hilary Pearson. – Stracił ją.
Oczy Lydie rozszerzyły się w zdumienia. Chciała zaprotestować, była pewna, że to jakiś głupi żart. Wiedziała jednak, że Hilary Pearson nigdy nie żartuje.
– To znaczy sprzedał?
– Nie. Zabrano mu ją.
– Co przez to rozumiesz? Ukradziono firmę?!
– Na jedno wychodzi. Bank położył na niej swoją łapę Zabrali wszystko, a teraz chcą jeszcze zabrać dom.
– Beamhurst Court? – zapytała przerażona Lydie.
– Wszyscy wiemy, jak jesteś związana z tym miejscem, ale bank zmusi nas, byśmy sprzedali dom na pokrycie długów. Chyba że coś z tym zrobisz.
