– Twierdzisz, że najpierw upadł tutaj, a dopiero potem znalazł się tam? – zapytała.

– Na to wygląda.

– Jakaś cholernie duża ciężarówka, skoro spowodowała taką jatkę.

– To nie była ciężarówka – odparł zagadkowo Tierney.

Zaczął iść wzdłuż jezdni, wpatrując się w asfalt.

Rizzoli ruszyła za nim, oganiając się od much. Tierney zatrzymał się trzydzieści stóp dalej i wskazał palcem na szarą kupkę przy krawężniku.

– Kawałek mózgu – oznajmił.

– Nie mogła tego zrobić ciężarówka? – spytała Rizzoli.

– Nie.

Ani żaden samochód.

– Więc skąd się wziął ślad opony na koszuli ofiary?

Tierney się wyprostował.

Wodził wzrokiem po ulicy, chodnikach, sąsiednich domach.

– Czy nie zauważyłaś niczego szczególnego, pani detektyw?

– Oprócz martwego faceta, który tam leży bez mózgu?

– Przyjrzyj się miejscu uderzenia.

Tierney wskazał palcem miejsce, nad którym wcześniej ślęczał.

– Czy widzisz ułożenie poszczególnych części ciała?

– Tak.

Rozleciały się we wszystkie strony od punktu, w którym nastąpił wypadek.

– Brawo!

– Na tej ulicy jest spory ruch – powiedziała Rizzoli. – Samochody wyjeżdżają zza zakrętu z dużą szybkością. Poza tym denat ma na koszuli ślad opony.

– Obejrzyjmy sobie jeszcze raz ten ślad.

Poszli w stronę zwłok.

Po drodze dołączył do nich Frost, który w końcu wygramolił się z wozu. Wyglądał nietęgo i miał zawstydzoną minę.

– O rany! – jęknął.

– Już ci lepiej? – spytała.

– Myślisz, że mogę mieć katar żołądka albo coś w tym rodzaju?

– Albo coś w tym rodzaju.

– Lubiła Frosta, jego pogodny, nieskomplikowany charakter.

Było jej przykro, że jego duma została tak nadszarpnięta. Poklepała go po ramieniu, obdarzając przy tym matczynym uśmiechem. Frost wyzwalał w kobietach opiekuńcze gesty, nawet w tak zdecydowanie pozbawionych macierzyńskich instynktów jak Rizzoli.



7 из 308