
– Wiesz – powiedział, krocząc z tyłu za nią – ja naprawdę myślę, że to katar…
Doszli do zwłok.
Tierney, kucając, stęknął, jego stawy buntowały się przeciw wysiłkowi.
Kiedy podniósł płachtę, Frost zbladł i odsunął się o krok. Rizzoli przemogła w sobie chęć zrobienia tego samego. Tułów był pęknięty na dwie części na wysokości pępka. Górna połowa, odziana w beżową, bawełnianą koszulkę, leżała usytuowana w kierunku ze wschodu na zachód. Dolna, w niebieskich dżinsach, leżała wzdłuż osi północ-południe. Obie połowy łączyło tylko kilka nitek skóry i mięśni.
Organy wewnętrzne wypłynęły i walały się obok tułowia w postaci mazistej pulpy. Tylna część czaszki została roztrzaskana uderzeniem, a mózg rozprysnął się.
– Młody mężczyzna, dobrze odżywiony, hiszpańskiego lub śródziemnomorskiego pochodzenia, wiek od dwudziestu do trzydziestu lat – stwierdził Tierney.
– Widać odłamki złamania kręgów piersiowych, żeber, obojczyków i czaszki.
– Czy mogła to spowodować ciężarówka? – zapytała ponownie.
– Ciężarówka mogła doprowadzić do tak rozległych uszkodzeń, jakie tu obserwujemy.
– Jego niebieskie oczy patrzyły wyzywająco na Rizzoli.
– Ale, o ile wiem, nikt nie słyszał ani nie widział żadnej ciężarówki.
– Na nieszczęście, nie – przyznała.
Wtrącił się Frost, który nareszcie się pozbierał.
– Myślę, że te ślady na koszuli nie pochodzą od opon.
Rizzoli przyjrzała się baczniej czarnym smugom na koszuli denata. Dłonią w rękawiczce dotknęła jednej z nich, a potem obejrzała palec, na którym pozostał czarny ślad. Przez chwilę go oglądała, zastanawiając się nad nowym odkryciem.
– Masz rację – stwierdziła.
– To nie jest ślad opony.
To jest smar.
