
– Wyjdź – szepnął Christer.
Nerwowo rozejrzała się dokoła.
– Grają w karty, zaczęli właśnie nową partię – uspokoił ją. – Ale czy dla pewności nie możesz przygotować łóżka?
– Przygotować?
– Ułóż coś na nim tak, żeby wyglądało, że to ty tam śpisz.
Magdalena zrozumiała, o co mu chodzi. Ach, jakie to emocjonujące!
Szybko wzburzyła pościel i znów na palcach podeszła do okna.
– Ale jak mam stąd wyjść? Stryj Julius zamknął drzwi na klucz i zabrał go ze sobą.
– Oczywiście przez okno! Chodź, złapię cię!
Kusząco wyciągnął w górę ręce.
– Ale…
Myśli wirowały jej w głowie w dzikim pędzie. Wspiąć się na parapet? Spódnice? Czy trzeba je przytrzymać? Jak mam…
– Teraz zeskocz! Nie jest wysoko!
W istocie, okno umieszczone było dość nisko nad ziemią, ale Magdalena za wszelką cenę chciała wyjść na zewnątrz jak najbardziej elegancko, zachowując wszelkie zasady przyzwoitości, próbowała się jakby wyczołgać, no i rezultat okazał się najgorszy z możliwych. Spódnice podsunęły jej się do góry i bezwładnie wylądowała w objęciach chłopaka.
– Jesteś lekka jak piórko – rzekł ze zdumieniem. – Co ty właściwie jesz? Pyłek kwiatów?
Od momentu, kiedy spoczęła w jego mocnych chłopięcych ramionach, Christer został jej bożyszczem, bohaterem marzeń. Magdalena była bardzo, bardzo samotnym dzieckiem.
Ostrożnie postawił ją na ziemi i ujął za rękę. Pobiegli po wilgotnej od rosy trawie, kryjąc się wśród buków rosnących za domem, aż nabrali pewności, że z żadnego budynku stojącego w uzdrowiskowym parku nikt ich nie zobaczy.
– Nie mogę zostać z tobą długo – szepnęła Magdalena. – Co prawda stryj Julius nigdy do mnie nie zagląda, ale może usłyszeć, jak będę się wspinała z powrotem.
