– A co będzie, jeśli nie zasnę?

– Taką ewentualność również braliśmy pod uwagę, dlatego Antonio dał ci tę tabletkę. Ona ma ci jedynie ułatwić zaśnięcie, naprawdę jest bezpieczna.

– A nie wpłynie na rezultaty eksperymentu?

– Antonio uważa, że nie.

Unni posłusznie łykała lekarstwo, popijając wodą, a tymczasem Jordi uniósł poduszkę i starannie ułożył mapę na prześcieradle. Upewnił się, czy wszystko jest jak trzeba, umieścił poduszkę na miejscu, potem usiadł w jedynym w tym pokoju fotelu.

– Przysuń się bliżej – poprosiła. – Jesteś tak strasznie daleko, czuję się jak porzucona na otwartym morzu.

– Rozumiem – uśmiechnął się i przyciągnął fotel bliżej łóżka.

Unni próbowała trzymać go za rękę, ale bez ciepłych rękawic nie byłoby to możliwe. Przeklęci rycerze, czy oni musieli go zakuć w ten lodowy pancerz? To chyba nie było konieczne?

Owszem, było, tyle Unni zdążyła się już dowiedzieć. Bez tego pancerza Jordi byłby całkowicie bezbronny. Wobec wielu różnych zagrożeń, również wobec jej bezgranicznego uwielbienia.

Wciąż nie opuszczał jej niepokój. Coś było nie tak jak trzeba, coś szło źle!

– Jordi, ogarnia mnie jakiś dziwny stan, wszystko jest zamazane jak we mgle, wyczuwam coś niespokojnego, spłoszonego, jakby poszukującego, a może ścigającego… – Z gardła dziewczyny wydobył się szloch. – Wiatr, wiatr skarży się tak żałośnie. Skąd się ten wiatr bierze?

Jordi natychmiast wstał i wyjął mapę spod poduszki.

– Poczekamy, aż zaśniesz, i dopiero wtedy włożę skórę na miejsce.

– Dziękuję ci – Unni odetchnęła z ulgą. – Teraz czuję się lepiej. Zupełnie nie pojmuję, jak mogłam słyszeć tutaj skargę wiatru. W pokoju hotelowym przecież nie wieje. Na dworze zresztą też nie!

Jordi przyjrzał jej się uważnie, zanim zapytał:

– Widziałaś coś?



12 из 163