
– Ty nie jesteś tak wyczulony jak Jordi i ja. Możesz mi go na chwilę dać?
Antonio już zdjął amulet z szyi i włożył go w rękę Unni.
– Mój w niczym tutaj nie pomoże, on symbolizuje miłość, a teraz nie jest nam potrzebna. Antonio, twój amulet robi się coraz cieplejszy!
– Ale jak zamierzasz…
– Pst! Nie mamy czasu na rozmowy.
Unni trzymała magicznego gryfa Asturii w ręku, aż zaczął się żarzyć.
– Pomóż nam teraz – szepnęła. – Musimy się stąd wydostać, i to jak najprędzej!
Po ciemku zdołała wymacać zamek w drzwiach i przysunęła do niego gryfa.
– Zrób, co tylko możesz – przekonywała szeptem. – Urraco, ty, która dałaś mu moc…
Jakieś głosy wysoko na schodach… W zamku coś stuknęło. Unni ujęła za klamkę, drzwi były otwarte.
– Chodźmy!
Pospiesznie przeszli do oświetlonej piwnicy. Unni podziękowała amuletowi i w biegu oddała go Antoniowi. Na ułamek sekundy stanęli, żeby zorientować się, gdzie są, i udało im się znaleźć wyjście. Drzwi piwnicy wychodziły bezpośrednio na ulicę czy też – mówiąc ściślej – na schody prowadzące wprost na ulicę. Na dworze panował wieczorny mrok.
Była to zwykła miejska ulica, ani szeroka, ani wąska. Antonio ujął Unni za rękę i puścili się biegiem w stronę, jak im się wydawało, centrum miasta.
– Co robimy teraz? – spytała Unni zdyszana.
– Wynajmiemy samochód i pojedziemy za resztą do doliny Carranza.
– Ja nie mam pieniędzy. Nie myśli się o takich rzeczach, gdy się idzie podziwiać szumiący strumień.
– Za to ja mam przy sobie kartę kredytową, gotówkę także. Musimy znaleźć jakieś rentacar najszybciej jak tylko się da.
– O tej porze?
Znajdowali się już na dużej ulicy, ku której się kierowali, i Antonio się zatrzymał.
– No tak, masz rację.
Rozejrzał się w koło, lecz stwierdził, że przynajmniej na razie nikt ich nie ściga. Podjął kolejną decyzję.
