– Dajcie mi więc ten klucz – syknęła Emma. – Wysoko, na futrynie? Dobrze. I wiecie chyba, co macie zrobić z więźniem, kiedy już otworzę?

„Cieszymy się na to, piękna pani” – przypochlebiali się dalej.

Coś trzasnęło w zamku. Zardzewiałe drzwi zazgrzytały, otwierając się, i do komórki wpadło światło.

W drzwiach stanęła Emma, otaczało ją pięciu katów inkwizycji, jacy jeszcze pozostali „przy życiu”. Z dumą pokazywali jej swoją zdobycz. Nagle jednak widać było, jak drętwieją z przerażenia, a potem, zanosząc się charakterystycznym dla siebie ostrym ptasim krzykiem, rozpierzchli się na wszystkie strony.

„Ach, nie, nie, tylko nie ona! – rozległo się zawodzenie. – Tylko nie ta morderczyni świętych mnichów, ratunku!”

Zaraz potem zniknęli.

– Wracajcie, do cholery! – krzyknęła Emma. – Przecież ja nie dam rady dwojgu jednocześnie! Alonzo! Wszyscy, chodźcie tu! Gdzie, u diabła, podziali się wszyscy ludzie?

Czym prędzej zatrzasnęła drzwi i, nim Antonio zdążył zareagować, przekręciła klucz w zamku. Słychać było jej oddalające się kroki, wyraźnie szła gdzieś na górę, po schodach.

– Zdążyłam przez okienko piwniczne zobaczyć szyld sklepowy – powiedziała prędko Unni. – Jesteśmy w Bilbao.

– W Bilbao?! Jak, u…? Dość już o tym! Musimy się stąd wydostać, zanim przyjdą jej podwładni! Co robimy?

Myśleli gorączkowo, jak ogarnięci paniką, lecz nie potrafili dostrzec żadnego wyjścia.

– Mnisi nie mogli wykonać tej sztuczki, jaką było przeniesienie nas z jednego miejsca w drugie – mruknął Antonio. – Musieli nas w jakiś sposób uśpić. Unni słuchała go tylko jednym uchem.

– Antonio – szepnęła przejęta. – Twój amulet!

– Co z nim?

– To amulet Asturii, ten, który reprezentuje siłę magiczną. Czy nigdy nie ostrzegał cię przed niebezpieczeństwem?

Antonio zamyślił się.

– Czasami miałem wrażenie, że robi się ciepły – przyznał z wahaniem. – Ale nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Nie pamiętam, w jakiej to mogło być sytuacji.



9 из 155