Antonio zaklął znów, teraz już mniej dyskretnie.

– Jak ja się stąd wydostanę? Muszę z nią porozmawiać. Ale nam ukradziono telefony komórkowe, więc nie mam możliwości porozumienia się z nią.

– Za to ja mam swój telefon – uspokoiła go Unni. – Proszę. Zaczekaj, wyłączyłam go na noc, nie przypuszczaliśmy, że na pustkowiu będą mogły się nam do czegoś przydać, w dodatku o tak późnej porze. Już, gotowe! Zadzwoń do mojej mamy, dowiesz się dokładnie, jak skontaktować się z Veslą.

– Dziękuję, Unni! Nie pojmuję, jak się tu znaleźliśmy, ale cieszę się, że tu jesteś.

– Ja również. Nie, wcale się nie cieszę, to znaczy… Och, wiesz, o co mi chodzi. Ale, gdzie my, u diabła, jesteśmy? I jak się wydostaniemy?

Po omacku posuwali się wzdłuż ścian ciasnego pomieszczenia. Mało brakowało, a Unni pokaleczyłaby się o jakiś gwóźdź. Znaleźli w końcu drzwi, lecz okazały się one starannie zamknięte na klucz i za nic nie dawały się otworzyć. Zresztą czego innego mogli się spodziewać?

Otrzepali w końcu ręce i dzięki temu poczuli się potem choć odrobinę czyściej.

Kolejne minuty poświęcili na rozmowy telefoniczne. Antoniowi udało się porozmawiać z Veslą, oboje byli bardzo wzruszeni tą rozmową. Unni bardzo nie chciała podsłuchiwać, ale gdzie się miała podziać?

– Wracam do domu pierwszym samolotem! – wykrzyknął Antonio do słuchawki.

Vesla zapewniła go, że nie jest to wcale konieczne. Niebezpieczeństwo już minęło, usunięto jej mnóstwo wody z ciała, poddano leczeniu i przepisano lekarstwa na przyszłość. Nie trzeba też było przyspieszać porodu, bo małe serduszko dziecka biło mocno i rytmicznie, zresztą Vesla miała być pod stałą opieką lekarską. Owszem, tęskniła za Antoniem, gdy była chora i wystraszona, ale gdy tylko się dowiedziała, że dziecko ma przed sobą całe, normalne ludzkie życie, od razu wszystko wydawało się łatwiejsze.

Antonio w pierwszej chwili nie zrozumiał nic z tego wywodu.

Vesla opowiedziała mu więc całą smutno – wesołą historię o dziecku, którego spodziewali się Jordi i Unni. Prawda ta kompletnie go osłabiła tnie wiedział, jak powinien zareagować. Na usta cisnął mu się okrzyk: „Jak, u diabła, mogliście być tacy nieostrożni!”, powstrzymał się jednak w porę. Przyganiał kocioł garnkowi!



5 из 155