Vesla wypowiedziała słowa, które wszyscy wciąż mieli w myślach i stale powtarzali:

– Rozwiążcie zagadkę, pozbądźcie się całego przekleństwa! Jedynie to może pomóc!

Antonio zrozumiał wtedy, że jego miejsce jest teraz w Hiszpanii. Zakończył rozmowę, a potem uściskał Unni. Ten gest powiedział więcej niż słowa.

Do jego grupy nie mogli telefonować, bo nikt z niej nie miał już aparatu, ale Unni oświadczyła:

– Teraz moja kolej na dzwonienie!


Grupa w Veigas zorientowała się już, że Unni zniknęła. Z początku współtowarzysze przyjęli jej nieobecność stosunkowo spokojnie, zajrzeli do miejsc, w których mogła przebywać, od czasu do czasu wołali ją po imieniu. Wkrótce jednak zrozumieli, że sytuacja jest poważna. Coraz bardziej zrozpaczeni szukali już wszędzie, zaglądali do każdej chałupy w opuszczonej wiosce, przetrząsnęli okoliczny las, spory kawałek szli w dół strumienia, wzywając ją stale, jak najgłośniej, aż wśród skalnych ścian niosło się echo.

Oczywiście próbowali też do niej dzwonić, lecz Unni miała telefon wyłączony. Poinformował ich o tymi chłodny damski głos z taśmy, doszli więc tylko do wniosku, iż niemożliwe, by Unni wpadła do wody. Cóż, zawsze to jakaś pociecha!

Jordiego niemal paraliżował strach. Dlaczego pozwolił jej wracać samej? Skąd miał tę pewność, że tutaj nic im nie grozi? Przecież oni nie są bezpieczni w żadnym miejscu, na tym etapie poszukiwań dawno już powinni o tym wiedzieć.

Zaraz, gdy tylko się okazało, że Unni zniknęła, Jordi bez pukania otworzył drzwi do pokoju Miguela, lecz młody człowiek usiadł zaspany na łóżku, pytając, co się stało. Potem pomógł im szukać, a Jordiego ogarnęły wyrzuty sumienia, że podejrzewał Miguela, który przecież nigdy nie zrobił im nic złego, raczej przeciwnie.



6 из 155