
Miasteczko leżało na samym dnie kotła. Gęsta zabudowa sprawiała wrażenie, że domy tulą się do siebie ze strachu. Z lęku przed wznoszącymi się wokół masywami? Czy przed czymś innym?
– Ależ tak, droga prowadzi dalej – wskazał Yves. – Popatrz, tam zakręca i ginie za tym wielkim urwiskiem po drugiej stronie doliny.
– Tak, być może – w głosie barona zadrgało powątpiewanie. – Ale to najwidoczniej rzadko uczęszczany trakt.
Pomimo sporej odległości Yves także to dostrzegał. Nie dawało się rozróżnić kolein, które kiedyś musiały być wyraźne.
A może właśnie dlatego, że stali tak daleko, mogli w ogóle dostrzec drogę? Może z bliska, wśród rosnącej wokół trawy, w ogóle nie było jej widać?
Yves, który najwyraźniej czuł się nieswojo, zauważył:
– Ten straszny las ciągnie się także i po drugiej stronie miasteczka.
– Otacza całą dolinę – przyznał baron. – Obawiam się, że będziemy musieli wrócić tą samą drogą, którą przyjechaliśmy. Nie brzmi to szczególnie przyjemnie, bo sporo czasu upłynęło, odkąd minęliśmy ostatnie rozstaje. Ale skoro już tu jesteśmy, jedźmy do miasteczka. Dostaniemy tam coś do jedzenia i jakiś nocleg. Wczesnym rankiem zawsze wyrusza się w drogę w lepszym nastroju, z nową porcją nadziei i sił.
Yves w pełni się z nim zgadzał. Spięli więc konie i powoli, ostrożnie, zaczęli spuszczać się w dół wąską, krętą drogą, nie będącą właściwie niczym więcej niż ścieżką.
Baron i jego bratanek byli przystojnymi mężczyznami, mieli orle nosy i czarne oczy. We Francji prowadzili gnuśne, leniwe życie. Moralnie zdegenerowani, jak zresztą większa część arystokracji, byli aroganccy i do cna zblazowani. Pełna trudów podróż przez Europę jednakże zahartowała ich, czyniąc z nich niemal prawdziwych mężczyzn. Udało im się potajemnie wywieźć ze sobą ogromne bogactwa, nigdy więc nie cierpieli biedy, a przynajmniej nie powinni. Ale na cóż mogły zdać się bogactwa w tej dzikiej, górskiej krainie? Ciągle jeszcze mieli większą część majątku zaszytą w pasach, bo z początku nie śmieli stykać się z ludźmi. Przezornie zabrali ze sobą prowiant i nim w samotności się pożywiali.
