Człowiek w rowie, bezradny, począł krzyczeć.

Znaleziono go następnego ranka, gdy już dogorywał.

Z oczami wybałuszonymi w panicznym lęku, z urywanym, z trudem chwytanym oddechem, usiłował coś im przekazać…

Żył na tyle długo, by opowiedzieć, co widział. Opowiedzieć…? Musieli wręcz wytrząsać z niego słowa, wydobywać je jakby z rozdzierającego krzyku, który wydawał, wracając pamięcią do owej strasznej chwili, gdy stwór pochylił się nad nim.

Ale ów człowiek złożył pierwsze świadectwo o istocie, która pozostawiała te niezwykłe ślady na ziemi. Kiedy leżąc na skraju drogi wydał ostatnie tchnienie, ludzie długo patrzyli na siebie w milczeniu, z niedowierzaniem ale i z przerażeniem.

Jeszcze raz przyjrzeli się zmarłemu pijakowi, choć nie stanowił pięknego widoku. Poszarpany, zmasakrowany, z widniejącymi na szyi potwornymi śladami czegoś, co najbardziej przypominało ogromną, silną dłoń z pazurami.

Co mieli o tym sądzić?

Długo trwało, zanim zdecydowali się złożyć zeznania o tym, co usłyszeli, jakby bojąc się, że zostaną wyśmiani.

Wkrótce jednak wieść rozniosła się lotem błyskawicy. A ponieważ odległość do Grastensholm nie była już tak wielka, niedużo czasu upłynęło, kiedy znów w Lipowej Alei zwołano naradę rodzinną.

Niklas wezwał na poważną rozmowę wszystkich mężczyzn z rodu. Kobiety postanowiono na razie trzymać od tego z daleka.

– Plotka szybko ogromnieje – rzekł Andreas w zamyśleniu, kiedy jego syn Niklas przedstawił im swoje podejrzenia.

– Naturalnie – zgodził się Mattias. – Przekazywana z ust do ust za każdym razem robi się coraz straszniejsza, aż w końcu zostaje całkiem przeinaczona. Mówiono nawet, że większość ofiar nie nosiła wcale śladów gwałtu. Że po prostu… umierały!

– Są jednak pewne sprawy, które naprawdę mnie niepokoją – mruknął stary Kaleb z Elistrand, zasiadający na paradnym krześle w Lipowej Alei. Na jego twarzy malował się wyraz skupienia.



7 из 192