
– Oczywiście, ale tu trudno się nie opalić.
Obrzucił ją uważnym spojrzeniem.
– Wyglądasz w tych szortach jak człowiek żyjący na plaży. – Przechylił lekko głowę. – Jesteś wypoczęta i zrelaksowana?. Nie całkiem, ale bardziej niż ostatnim razem, kiedy cię widziałem. Logan dobrze się tobą opiekuje. Kiwnęła głową.
– Jest dla mnie bardzo dobry.
– I co jeszcze?
– Nie bądź taki wścibski. Nie twój interes.
– To znaczy, że z nim śpisz.
– Tego nie powiedziałam. A nawet jakby, to co? Wzruszył ramionami.
– Nic. Po przejściach związanych z ostatnią rekonstrukcją byłaś w kiepskim stanie. To zupełnie naturalne, że zbliżyłaś się do Logana, milionera, który zabrał cię na swoją prywatną wyspę na Pacyfiku i uchronił przed ciekawością mediów. Sam bym się zdziwił, gdybyś nie wylądowała u niego w łóżku, a jeszcze bardziej, gdyby on na to nie naciskał.
– Nie wylądowałam u nikogo w łóżku. To był wyłącznie mój wybór. – Eve pokiwała głową. – Przestań się czepiać Logana. Zachowujecie się wobec siebie jak dwa buldogi. – Ruszyła do dżipa. – Jest twoim gospodarzem, lepiej więc zachowuj się przyzwoicie.
– Może.
– Joe!
– Spróbuję – powiedział z uśmiechem. Eve odetchnęła z ulgą.
– Widziałeś moją matkę przed wyjazdem?
– Tak, przesyła ci pozdrowienia. Tęskni za tobą. Eve zmarszczyła nos.
– Bez przesady. Jest zajęta Ronem. Mówiła ci, że niedługo zamierzają wziąć ślub?
– Tak. Co o tym sądzisz?
– A co mam sądzić? Bardzo się cieszę. Ron jest miłym facetem, a matka zasługuje na lepsze życie. Dość długo jej się nie układało.
To było łagodne określenie. Matka dorastała w dzielnicach nędzy, cały czas zażywała narkotyki, a kiedy miała piętnaście lat, urodziła Eve, aby egzystowała w tych samych parszywych warunkach.
– Dobrze, że kogoś ma. Zawsze potrzebowała wokół siebie ludzi, a ja byłam zbyt zajęta, żeby się nią opiekować.
