– Będę bardzo wdzięczny – odparł szczerze. – Ale czy nie jesteś jedną z druhen?

– O nie – zaśmiała się lekko. – Obok Sereny wyglądałabym jak baba wielkanocna. Nie sądzisz, że jest jej ślicznie w tej sukni?

– Nie – odrzekł ze wstrętem. – Wcale tak nie uważam.

– A ja tak – odpaliła z oburzeniem – i podobnie myśli Andrew. – Po sekundzie na twarz Patricii wypłynął ciemny rumieniec. Zaczerwieniona jak piwonia, uciekła.

Tej nocy Dawn stwierdziła:

– Nie wiem, co się z tobą dzieje. Zachowujesz się niemożliwie.

– Martwi mnie, że zostawiłem firmę na tak długo.

– Och, tylko ta firma i firma. Czemu nie wrócisz do tej swojej przeklętej firmy? Po prostu zostaw mi trochę pieniędzy. Albo, jeszcze lepiej, sporo pieniędzy. Chcę zabrać Louisę na wakacje.

– Dokąd? – zapytał szybko.

– Gdziekolwiek – wzruszyła ramionami. – Posłuchaj, za kilka tygodni przyjadę na Grand Prix Francji.

Może byśmy się tam spotkali?

Spojrzał na nią cynicznie.

– A jeśli się nie pojawisz? Nie, dziękuję, wolę mieć was obie przy sobie.

Wyjrzał przez okno. Serena zawsze przechadzała się tam przed snem. Rzeczywiście, po chwili pojawiła się, stąpając wdzięcznie w blasku księżyca. Bardziej niż kiedykolwiek przypominała leśną rusałkę i Carlo wstrzymał oddech. Wiedział, że powinien odwrócić wzrok, nie potrafił jednak tego zrobić.

I wtedy między drzewami pojawił się Andrew. Serena podbiegła do niego, a on objął ją niezgrabnie. Carlo pomyślał, że ten młody człowiek nie ma nawet pojęcia, jaki skarb przypadł mu w udziale. Takiej kobiety nie wolno całować w tak nieśmiały sposób. Powinien przycisnąć ją do siebie i zmiażdżyć w uścisku czując, jak jej szczupłe ciało drży z pożądania.

Carlo uświadomił sobie nagle, że z całych sił, do bólu ściska parapet. Na czoło wystąpił mu pot. Przeraził się tego, co go spotkało. Było już jednak za późno. Zawsze było za późno.



13 из 114