– Dawn zachorowała na zapalenie płuc. Wyglądało na to, że najgorsze już minęło – wtedy jednak nastąpił atak serca.

– Jak długo chorowała?

– Cztery dni.

– Cztery dni – i nikt mnie nie powiadomił? – wykrzyknął.

– Dawn błagała, abym tego nie robiła. Nie chciała, żebyś przyjeżdżał.

Carlo z trudem opanował gniew.

– A moja córka? Jak się czuje?

– Jest wstrząśnięta, jak zresztą można się było tego spodziewać. Staram się ją uspokoić.

– Chciałbym z nią mówić.

– Obawiam się, że to niemożliwe.

– Co to znaczy: niemożliwe?

– Śpi, a ja nie zamierzam jej budzić.

Carlo nie był przygotowany na tak zdecydowaną odmowę.

– Natychmiast poproś do telefonu moją córkę – rozkazał głosem, na dźwięk którego jego podwładni rzuciliby się do ucieczki.

– Louisa płakała przez całą noc – padła niezwykle stanowcza odpowiedź. – Jest wyczerpana. Zrozum, że nie zamierzam jej budzić.

Myśl o maleńkiej, zapłakanej Louisie zabolała go tak mocno, że przez moment nie potrafił wykrztusić ani słowa. Zacisnął palce na słuchawce, próbując odzyskać panowanie nad sobą. Dawn była złą matką, tylko od czasu do czasu zasypywała córkę prezentami i nie szczędziła jej dowodów czułości, po czym zaniedbywała ją całkowicie. Louisa jednak bardzo ją kochała i z pewnością nie może pogodzić się z jej śmiercią. To on powinien trzymać w tej chwili w ramionach swoje dziecko i tulić je do snu. Nagle poczuł, że szczerze nienawidzi Sereny.

Jednak kiedy przemówił, jego głos nie zdradził targających nim uczuć. Na tyle odzyskał równowagę, by postarać się o odrobinę dyplomacji.

– Sereno, wiem, co myślisz. Uważasz, że postępujesz właściwie, z pewnością jednak zdajesz sobie sprawę, że w tej chwili Louisa potrzebuje właśnie mnie. Kto może pocieszyć ją lepiej niż jej własny ojciec?

Cisza w słuchawce trwała bardzo długo.



2 из 114