— Rozumiem teraz, co miał pan na myśli, mówiąc, że wie pan mniej niż na początku. Nie chodzi tylko o młodego człowieka, który ma ponad sto lat; doszła jeszcze sprawa śliskiego domu i trzeciego nagrobka z napisem nie do rozszyfrowania.

Twierdzi pan, że nie rozmawiał z Wallace’em?

— Nikt z nim nie rozmawia. Prócz listonosza. Wallace chodzi codziennie na spacer i zawsze nosi ze sobą karabin.

— Ludzie boją się z nim rozmawiać?

— Dlatego że nosi broń? To miał pan na myśli?

— No… tak. Chyba tak. Zastanawiam się, dlaczego on chodzi z bronią.

Lewis potrząsnął głową.

— Nie wiem. Próbowałem to jakoś połączyć, znaleźć powód.

O ile mi wiadomo, nigdy nie wystrzelił z tego karabinu. Nie sądzę, by ludzie nie chcieli z nim rozmawiać z powodu broni. On jest anachronizmem, przeżytkiem. Nikt się go nie boi, jestem pewien. Za długo tam jest, żeby móc kogoś wystraszyć. Jest dobrze znaną postacią, wrośniętą w krajobraz jak drzewo czy kamień. Wszyscy jednak trochę krępują się jego obecnością. Myślę, że większość tamtejszych ludzi nie miałaby ochoty spotkać się z nim twarzą w twarz. Jest inny niż oni, wydaje im się jednocześnie kimś stojącym ponad nimi i po prostu nikim. Zupełnie jakby ten człowiek porzucił własne człowieczeństwo. Sądzę, że wielu jego sąsiadów skrycie się go wstydzi, bo w jakiś sposób — być może niegodziwy — ominął jeden z przykrych obowiązków, ale zarazem prawo całej ludzkości: starość. Pewnie ów skrywany wstyd tłumaczy ich niechęć do rozmowy z Wallace’em.

— Długo pan go śledził?

Przez pewien czas. Ale teraz mam tam swoich ludzi. Zmieniają się regularnie. Śledzimy Wallace’a z dwudziestu miejsc. Nie ma dnia, godziny, by jego dom nie był pod obserwacją.



15 из 176